sobota, 7 września 2013

29



Szczerze mówiąc, całkowicie inaczej wyobrażałam sobie spotkanie po tylu latach z własnym ojcem. Po prostu staliśmy i patrzyliśmy na siebie w skupieniu. O dziwo wcale nie chciało mi się płakać. Byłam bardziej przygnębiona jego obojętnością.
-Witaj Cassie.

Zmrużyłam oczy, nie będąc pewna, czy dobrze usłyszałam. On właśnie nazwał mnie Cassie?
Mój ojciec nie wie jak mam na imię?
Jak miło.
W tym momencie moje przygnębienie zastąpiła nienawiść do tego człowieka. Nie czułam żadnego pokrewieństwa z nim. Nie chciałam go znać. Jednocześnie byłam tak bardzo zła, że naprawdę miałam ochotę rzucić się na niego i wydłubać mu oczy. Ale też zachowałam spokój i patrzyłam na niego, jakby nie ruszało mnie to, że stoi przede mną, tutaj, po dziesięciu latach i nie wie jak mam na imię. A może zrobił to celowo?
-Chloe, wszystko w porzą...Kim pan jest? - usłyszałam głos Nialla i szybko obróciłam głowę, patrząc na chłopaka, stojącego na samej górze schodów. Był zdezorientowany.
No tak, nie zdążyłam wtajemniczyć go jeszcze w całą sytuację. Nie miał pojęcia, że to mój tata.
W sumie Niall nigdy o niego nie pytał, być może myślał, że zginął w jakimś wypadku i nie chciał rozdrapywać moich ran, czy coś. Ja sama nawet nie czułam potrzeby mówienia mu o ojcu.
-Pytanie brzmi raczej: kim TY jesteś? - warknął mój kochany tatuś.
Zerknęłam na swojego chłopaka, który ściskał już dłonie w pięści. Widać było wzajemną nienawiść między nimi. Założę się, że gdyby nie to, że tu jestem, już okładaliby się pięściami.
Niall próbował zachować spokój, chociaż dobrze wiedziałam, że jest zły. Na mnie. Wiedział, że coś przed nim ukrywałam. Tylko, że to nie było celowe.
-To nie jest twoja sprawa. - spojrzałam na mężczyznę, stojącego przede mną.
-Owszem, jest.  - odpowiedział i zrobił krok w moją stronę, na co na automatycznie się cofnęłam.
Niall w ułamku sekundy znalazł się przy moim boku.
-Chciałbym, żeby pan wyszedł.
-To samo mogę powiedzieć tobie, chłopcze. Właściwie mam do tego większe prawo niż ty.
-Mam prawo tu być.
Mężczyzna zaśmiał się ironicznie.
-Daj spokój. Oboje wiemy czego od niej chcesz.
Zrobiłam wielkie oczy, patrząc na człowieka, stojącego przede mną.
Naprawdę to powiedział?
Zamarłam w miejscu. Poczułam jak Niall lekko przyciąga mnie do siebie.
-Nie ma pan pojęcia, co...
-Zamknijcie się i zejdźcie mi z oczu, albo naprawdę wyrzucę tego chłopaka z mojego domu.
Pieprzony dyktator.
Najchętniej ciągnęłabym tą kłótnię dalej, ale wolę nie robić tego w obecności Nialla, bo pozabijają się nawzajem.
Wiedziałam, że nie żartuje, więc po prostu pociągnęłam chłopaka za rękę, a on niechętnie poszedł za mną na górę. Wyszłabym z domu, ale przy obecnej pogodzie wolałam już zostać tutaj. Pod jednym dachem z ojcem, którego nie widziałam 10 lat, który nienawidzi mojego chłopaka, który nie wiedział jak ma na imię jego córka, który twierdzi, że Niall chce mnie tylko przelecieć.
Niezbyt mądry wybór.
Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi do pokoju, odwróciłam się i zobaczyłam wyraźnie wkurzonego blondyna, stojącego z założonymi rękami na piersi.
-Kto to do cholery jest? - warknął.
Oparłam się o drzwi, słysząc jego ton głosu.
-Mój ojciec. - szepnęłam - Przepraszam, że ci nie powiedziałam, ale po prostu nie miałam kiedy. Sama dowiedziałam się o tym wczoraj.
-Czemu w ogóle nie powiedziałaś mi o tym, że masz takiego ojca?
Westchnęłam.
-Nie chciałam o tym rozmawiać. - zaczęłam, po czym wyjaśniłam mu całą sytuację, od samego początku, aż do wczorajszej rozmowy z mamą. Kiedy skończyłam on popatrzył na mnie przez chwilę, po czym po prostu podszedł i przytulił mnie do siebie. Jego nastrój momentalnie zmienił się z wkurzonego, w zatroskanego. Był taki niewinny.
-Nie ufam mu. Nie mam pojęcia jakie ma zamiary i po co przyjechał, ale nie pozwolę mu ciebie skrzywdzić. - powiedział, po czym ujął moją twarz w dłonie i spojrzał mi w oczy.
Przeszedł mnie dreszcz pod wpływem jego spojrzenia. Przysięgam, że patrząc w jego oczy, po prostu tracę poczucie świadomości. Przenoszę się w inny świat. Idealny świat.
Niall odwrócił się na chwilę i widząc, że jest ciemno, westchnął cicho.
-O której wraca twoja mama?
-Ma dzisiaj nocną zmianę. - przygryzłam dolną wargę.
-A Ann?
Wzruszyłam ramionami, chociaż wiedziałam do czego zmierza.
-Pewnie śpi u swojego chłopaka.
Niall ściągnął ręce z mojej twarzy i przejechał nerwowo palcami po włosach.
-Nie pozwolę ci z nim spać samej pod jednym dachem. - spojrzał na mnie uważnie.
Cofnęłam się wpadając na drzwi i zrobiłam wielkie oczy.
-No chyba nie zamierzasz tu spać ze mną? - zamrugałam parę razy.
W mojej głowie ciągle słyszałam głos ojca "Oboje wiemy czego od niej chcesz."
-Niestety muszę wrócić do domu, bo jutro rano mam jakiś wywiad czy inne gówno. - powiedział i przejechał dłonią po karku.
Nie! Nie zostawiaj mnie tu samej, błagam!
-Ale... - kontynuował - Skoro ja tu nie mogę być... I ty też tu nie możesz zostać... Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko cię porwać. - uśmiechnął się szeroko i zanim się zorientowałam, przerzucił mnie sobie przez ramię. Krzyknęłam, śmiejąc się przy tym. Zaczęłam machać nogami i rękami, ale bezskutecznie. Niall zgasił światło i wyszedł ze mną na balkon. Tam postawił mnie na ziemi i wskazał na drabinę.
-Dasz sobie radę?
Zerknęłam w dół i już wiedziałam, że definitywnie nie dam sobie rady.
-Tak, pewnie.
Uśmiechnął się lekko i zszedł pierwszy, po czym stał na dole i cierpliwie czekał aż zejdę, gotowy łapać mnie w razie, gdybym spadła.
-Chloe! - usłyszałam stłumiony krzyk ojca wewnątrz domu i przestraszona szybko weszłam na drabinę. Okropnie się bałam po niej zejść, szczególnie, że cała się trzęsła (podobnie jak ja), ale przypływ adrenaliny dodał mi odwagi. Zaczęłam powoli, ostrożnie schodzić po drabinie. Po chwili usłyszałam cichy śmiech Nialla. Odwróciłam lekko głowę i spojrzałam na niego, na co on wsadził ręce do kieszeni i uśmiechnął się szeroko.
-Nie spiesz się. Mam tu fajne widoki.
Momentalnie odwróciłam z powrotem głowę, żeby nie zauważył moich czerwonych ze wstydu policzków.
On cały czas gapi się na mój tyłek.
Powoli schodziłam niżej w dół, gdy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Mój tata wszedł do pokoju.
Zastygłam w miejscu, patrząc w górę. Minie co najwyżej minuta, zanim zorientuje się, że wyszłam przez balkon. A wtedy jestem skończona, jednak nie mogłam ruszyć się z miejsca.
-Chloe! Chloe, teraz się jednak musisz pospieszyć! - krzyknął szeptem.
Dopiero po chwili się ocknęłam i zeszłam trochę niżej, aż w końcu zeskoczyłam z paru ostatnich stopni. Niall pomógł mi wstać i w tym samym momencie usłyszeliśmy mojego ojca na balkonie. Odruchowo oboje spojrzeliśmy w górę i widząc go nad nami, przeklinającego do nas, pobiegliśmy szybko w stronę samochodu, chichocząc cicho. Wsiedliśmy do czarnego auta i odjechaliśmy, śmiejąc się głośno.
Dopiero po chwili się uspokoiłam i spojrzałam na swojego porywacza.
-Wiesz, że nie zabrałeś drabiny?
-Wiem. Nie zdążyłbym jej zabrać. Twój ojciec mógłby wyciągnąć jakąś spluwę i zacząć do mnie strzelać. - uśmiechnął się do siebie, patrząc cały czas na ulicę.
Zaśmiałam się.
-Prawie jak w jakimś filmie. Właściwie, gdzie jedziemy?
-Do mnie.
-I mam u ciebie spać?
-Tak.
-Nie mam ciuchów.
-Możesz spać bez ciuchów, Close. Nie przeszkadza mi to. - zaśmiał się gardłowo i zerknął na mnie, unosząc brwi.
-Przestań. - jęknęłam, zakrywając twarz włosami. Zawstydzał mnie na każdym kroku i dobrze o tym wiedział, tylko robił to specjalnie.
-Jesteś taka słodka.
Spojrzałam znów na niego.
-Śpisz na podłodze. - bąknęłam, na co on zaśmiał się głośno.
-Nie ma mowy, mała. Śpisz ze mną, albo będę cię zawstydzał do końca życia.
Wizja bycia z nim do końca życia była całkiem kusząca.
Uniosłam kącik ust do góry.
-Musiałbyś się ze mną ożenić.
-No i to zrobię. - odpowiedział, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Motylki w brzuchu się obudziły, a ja uśmiechnęłam się mimowolnie. Byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie, gdyby Niall chciał być ze mną do końca życia.
Po chwili dojechaliśmy pod jego dom. Weszliśmy do środka i rozglądnęłam się wokół.
-Czemu tu jest tak cicho?
-Bo jesteśmy sami.
Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego.
-Jak to? Przecież mówiłeś, że musicie być w domu, bo macie jutro jakiś wywiad.
-Nie mamy żadnego wywiadu. Po prostu musiałem cię tutaj jakoś ściągnąć. - zaśmiał się i zrobił krok w moją stronę, zamykając drzwi kopniakiem. Wokół było ciemno, jedynym światłem był oświetlony aneks kuchenny, więc niewiele widziałam, ale odruchowo się cofnęłam.
-Po co? - uniosłam brwi, uśmiechając się lekko.
-No wiesz. Pobyć trochę sam na sam, póki mamy okazję. - przejechał językiem po swojej dolnej wardze i znów przybliżył się do mnie.
Z każdym jego krokiem w moją stronę, ja robiłam kolejny do tyłu, aż natrafiłam plecami na ścianę. To koniec. Niall spokojnie podszedł do mnie i położył dłonie na moich biodrach, wpatrując się we mnie.
No pocałuj mnie wreszcie.
Nie pocałował mnie. Droczył się ze mną, bo dobrze wiedział, jak bardzo chcę poczuć jego usta na swoich. Spojrzał mi w oczy, a potem na usta. przejechał palcami po mojej szyi, i czując gęsią skórkę na mojej skórze, uśmiechnął się lekko.
-Nie mogę uwierzyć, że tak na ciebie działam. - wyszeptał mi do ucha, a po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz.
-Działasz tak na mnie od samego początku. Odkąd uratowałeś mi życie. - spojrzałam mu w oczy i przejechałam delikatnie dłońmi po jego klatce piersiowej.
-Już od tamtej pory wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. – uśmiechnął się szczerze.
Odwzajemniłam uśmiech i stanęłam na palcach, złączając nasze usta w jedność. Położyłam dłonie na jego karku, a on pogłębił pocałunek. Był inny niż zwykle. Bardziej uczuciowy. Niall, chociaż całował mnie namiętnie, jednak był bardzo delikatny, jakby chciał w jakiś sposób dać mi do zrozumienia, że nie zależy mu tylko na jednym, jak to ujął mój ojciec jakąś godzinę temu. Przyciągnął mnie mocniej do siebie, wciąż całując mnie czule. Dopiero po chwili oderwał się ode mnie powoli i spojrzał mi w oczy. Staliśmy tak przez kilka minut, w kompletnej cichy. Było słychać tylko nasze nierówne oddechy. Wróciłam do rzeczywistości dopiero kiedy się odezwał.
-Kocham cię. – powiedział cicho, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Moje źrenice automatycznie się rozszerzyły. Znów poczułam przyjemny dreszcz, a ja wpatrywałam się w niego w osłupieniu nie będąc pewna, czy na pewno się nie przesłyszałam. On naprawdę powiedział, że mnie kocha? Niemożliwe.
Chciałam mu odpowiedzieć, oczywiście tym samym. Naprawdę chciałam. Ale zanim zdążyłam się ocknąć ze swojego błogiego stanu, on lekko pociągnął mnie za rękę.
-Chodź. – uśmiechnął się lekko.
I było za późno. Nie odpowiedziałam mu. Zraniłam go. Widać, że nie jest zbyt zadowolony z tego, że nie odpowiedziałam mu tym samym. Spodziewał się innej reakcji. A teraz myśli, że nie odwzajemniam jego uczuć. Było mi cholernie głupio. Przecież ja też go kochałam, tylko po prostu dla mnie to coś nowego. Nikt nigdy nie powiedział mi to tego w ten sposób, tak szczerze. Poza tym to dla mnie zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe.
Jestem idiotką.
Gdy już znaleźliśmy się w jego pokoju, rozejrzałam się wokół i stwierdziłam, że zdecydowanie spędziłabym tu więcej niż jedną noc. Wszystko było w odcieniach szarości, czarne lub białe. Ogromne łóżko na środku, na którym spokojnie zmieściłyby się trzy osoby, naprzeciwko wielki, plazmowy telewizor na ścianie, a pod nim wbudowany kominek. Kilka półek, szafa wnękowa, jakieś klasyczne ozdoby. O dziwo było idealnie czysto. Musiał to zaplanować dużo wcześniej.
Podszedł do szafy i otworzył ją. Jak się okazało, w środku było nieco więcej miejsca niż się spodziewałam. Była to raczej garderoba, a nie szafa, normalnie można było tam wejść, wszystkie półki były podświetlane. Prawie jak miała Hannah Montana. Brakuje tylko okrągłego, kręcącego się drążka, a na nim ze sto wieszaków z bluzkami w cekiny. W sumie, Niall i cekiny to chyba niezbyt dobre połączenie.
Na pierwszy rzut oka rzuciła mi się wysoka półka, na której było co najmniej 50 par suprów. Po cholerę mu aż tyle butów?
Niall sięgnął po jakąś swoją największą koszulkę i dał mi ją.
-Powinna ci zakryć tyłek. Dla pewności możesz spać w bieliźnie. – uśmiechnął się do mnie szeroko. – Ale nie musisz. – dodał szeptem.
Przewróciłam tylko oczami, śmiejąc się i poszłam do łazienki z koszulką w ręce. Oczywiście zostawiłam na sobie bieliznę. Bluzka sięgała mi do połowy ud i nie czułam się z nią zbyt komfortowo, więc co chwile naciągałam ją w dół. Wyszłam z łazienki w momencie, kiedy Niall kończył zakładać na siebie bokserki. Cóż za wyczucie. Dwie sekundy wcześniej zobaczyłabym coś, co sama nie wiedziałam czy chciałabym zobaczyć. Przygryzłam odruchowo dolną wargę i zamknęłam drzwi, na co chłopak odwrócił się do mnie przodem. Zaciągnęłam się powietrzem i przez chwilę straciłam władzę w nogach, widząc jego prawie nagie ciało.
-Musisz częściej zakładać moje rzeczy – uśmiechnął się i puścił mi oczko.
Odwzajemniłam tylko uśmiech i podeszłam do niego. Dalej myślał, że nie odwzajemniam jego uczuć. Musiałam to jakoś naprawić. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i zaczęłam go popychać w stronę łóżka. Spojrzał na mnie zdziwiony, a gdy zetknął się z łóżkiem, posłał mi cwany uśmieszek, objął mnie w talii i upadł na łóżko razem ze mną. Zaczęłam go całować, czując się coraz bardziej komfortowo. On skorzystał z tego, że moja koszulka podwinęła się do góry i położył dłonie na moich pośladkach, ściskając je lekko. Jęknęłam pod nosem, co dało mu widoczną satysfakcję i obrócił nas tak, że teraz to ja byłam na dole. Zaczął całować mnie delikatnie po szyi, a po chwili wessał się w moją skórę. Gdy wreszcie się od niej oderwał, przejechałam palcem po bolącym miejscu i otworzyłam szeroko oczy.
-Zrobiłeś mi malinkę?!
On w odpowiedzi tylko się zaśmiał i pocałował mnie delikatnie w usta.
-Teraz już jesteś definitywnie moja.
Uśmiechnął się szeroko i zszedł ze mnie, położył się obok, przykrywając nas kołdrą.
-Nie miałeś czasem spać na podłodze? – zaśmiałam się, patrząc na niego.
-Nie ma mowy skarbie. Nie mogę pozwolić żeby coś ci się stało.
Uśmiechnęłam się delikatnie po czym wtuliłam się w jego klatkę piersiową. On zgasił lampkę przy łóżku i objął mnie ramieniem. Wciąż oddychałam nierówno. Nie byłam przyzwyczajona do spania do z chłopakiem, do takiej bliskości. Serce biło mi jak oszalałe, ale rzeczywiście czułam się przy nim bezpieczna. Jego rozgrzane ciało było zdecydowanie najlepszą poduszką na świecie. On oddychał spokojnie, przytulając mnie do siebie.
Nie mogłam znieść jednej myśli. Wiedziałam, że nie zasnę dopóki mu nie powiem. Westchnęłam cicho i przygryzłam dolną wargę.
-Niall? – szepnęłam.
-Hmmm?
-Ja też.
Spojrzał na mnie, nie bardzo wiedząc o co chodzi.
-Co ty też?
Spojrzałam mu w oczy.
-Ja też cię kocham.



Najdłuższy rozdział ze wszystkich :D
Już nienawidzę tego roku szkolnego -,-
Do osób które piszą, żebym nie kończyła opowiadania- Na razie nie zamierzam, więc spokojnie :)

poniedziałek, 2 września 2013

28



Niall wyjechał z parkingu pod szkołą i słysząc moje słowa złożył usta w cienką, prostą linię i po chwili wypuścił z nich powietrze, które wstrzymywał od kilku sekund.

-Tydzień to wcale nie jest tak dużo... - zaczęłam, chociaż dobrze wiedziałam, że będzie ciężko, bo przecież sama przed chwilą nie mogłam wytrzymać tygodnia zanim mu wybaczyłam.
Niall spojrzał na mnie chłodno.
-Nie widziałem cię dwa miesiące, Chloe. Dwa miesiące nie miałem z tobą żadnego kontaktu. A teraz, gdy wreszcie jesteś moja, znowu każesz mi czekać tydzień?
Przełknęłam głośno ślinę.
Jezu, jak ja uwielbiam, jak on mówi, że jestem jego.
-To nie moja wina. W moją mamę coś wstąpiło.
-Nie możesz wymknąć się z domu?
-Nie ma szans. Mam tak skrzypiące schody, że zaraz mama mnie usłyszy.
-To innym sposobem. Przecież wiem, że masz balkon w pokoju.
-Taaa, i mam skakać z balkonu? - przewróciłam oczami.
-Nie masz jakiejś rynny obok czy coś?
-Nie, nie mam. Nie mam też winorośli pnących się po balkonie, ani nie jestem Roszpunką, żeby spuścić ci swoje włosy na dół.
Niall zaśmiał się krótko.
-Ale też jesteś księżniczką.
Momentalnie moja twarz zrobiła się czerwona, a ja wbiłam się głębiej w fotel.
-Przestań. - jęknęłam.
On znów się zaśmiał i pokręcił głową, wjeżdżając po chwili na moją ulicę.
-Nie wiem czego ty się tak wstydzisz.
Podniosłam się z powrotem na siedzeniu.
-Zatrzymaj się tutaj. Dojdę do domu. Moja mama nie może wiedzieć, że mnie odwiozłeś.
Kiwnął głową i zatrzymał się na krawężniku parę domów dalej od mojego, po czym wysiadł z auta, otworzył mi drzwi i pomógł wyjść.
Westchnęłam, patrząc na niego.
-Będę tęsknić. - szepnęłam, na co on bez słowa przyciągnął mnie do siebie i pocałował przeciągle. Odsunął się po chwili i spojrzał mi w oczy.
-Coś wymyślę. Nie żegnamy się na tydzień, Close. - powiedział, po czym włożył ręce do kieszeni i kiwnął do mnie głową.
Westchnęłam i bez słowa ruszyłam w stronę swojego domu. Odwróciłam się jeszcze i zobaczyłam jak stoi oparty o swój samochód i trzymając papierosa w ustach nie spuszcza ze mnie wzroku.
Był taki spokojny, podczas gdy ja kłębiłam w sobie tyle sprzecznych emocji.


Weszłam do domu, zastając mamę w kuchni, która akurat jadła obiad. Zostawiłam torbę na ziemi w korytarzu i dołączyłam do niej, siadając naprzeciwko przy stole. Była jakaś nieobecna. Jakby w ogóle nie zauważyła, że jestem obok.
-Hej, mamo?
Spojrzałam na nią zmartwiona, a ona leniwie podniosła na mnie wzrok. Miała zmęczone, podkrążone oczy. Musiała nie spać w nocy. Niewykluczone, że płakała.
-Co się stało? – popatrzyłam na nią przestraszona. Nigdy jej takiej nie widziałam.
Chociaż nie. Widziałam. Ale przecież niemożliwe, żeby…
-Twój ojciec przyjeżdża.
Zrobiłam wielkie oczy.
Jak to przyjeżdża?
Wpatrywałam się w jeden punkt przed sobą. Zastygłam w miejscu. Nie mogłam oddychać. Czułam się nagle przytłoczona wszystkimi rzeczami dookoła, wszystko stało się takie klaustrofobiczne.
Chciałam uciec.
Jak najszybciej, jak najdalej.
Od niego.
-Dlaczego?
Spojrzałam na mamę, której oczy już błyszczały od łez.
-Ma do tego prawo. Dom prawnie należy do niego – spuściła wzrok na swoje palce i zaczęła się nimi bawić – Zadzwonił wczoraj wieczorem. Nawet nie wiem skąd miał mój numer. Powiedział, że nas odwiedzi. Nie mam pojęcia czego on chce, Chloe.
Co za chuj.
Wyjechał za granicę do pracy gdy miałam jakieś 5 lat, bo było trochę krucho z kasą. Na początku wszystko było w porządku. Często dzwonił, przysyłał pieniądze systematycznie. Rok później nagle kontakt się urwał. Dosłownie z dnia na dzień. Nie odbierał telefonu, przestał przysyłać pieniądze, nie wracał. Myślałyśmy, że coś się stało. To znaczy, właściwie mama myślała. Ja nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, co się dzieje. Po jakimś miesiącu dostałyśmy list ze Stanów. Byłyśmy pewne, że to po prostu kolejne pieniądze, jednak zamiast tego, w kopercie były papiery rozwodowe. Mama się załamała. Musiała dużo więcej pracować, coraz rzadziej ją widziałam. Była wykończona. Ojciec tak po prostu nas zostawił. Od tamtej pory nie widziałam go ani razu. Ann zaczęła pracować, żeby pomóc nas utrzymać, ja też pracowałam. Teraz sytuacja się nieco ustabilizowała, ale kiedyś było naprawdę kiepsko. Pamiętam, że w pewnym momencie odcięli nam prąd i musiałyśmy żyć przez parę miesięcy przy świeczkach. Wszystko przez tego idiotę, który znalazł sobie jakąś młodą laskę, z którą wolał się ożenić. Nawet nie wiem czy mają dzieci, ale pewnie tak.
Zostawił nas ponad 10 lat temu i teraz tak po prostu sobie dzwoni, że nas odwiedzi?
Przecież to jest chore.
-No, ale chyba nam nie zabierze domu, nie?
-Nie zdziwiłabym się.
Zamrugałam parę razy, zdając sobie sprawę z tego, jakim chamem jest mój ojciec.
Po chwili bez słowa wstałam i poszłam do swojego pokoju, wiedząc, że jestem bliska płaczu. Nie chciałam płakać przy mamie. To zdołowałoby ją jeszcze bardziej. Weszłam do pokoju, zamknęłam drzwi i dopiero wtedy wybuchłam, pozwalając łzom spływać po moich policzkach. Osunęłam się po drzwiach w dół i usiadłam na podłodze, podkulając nogi pod brodę. Schowałam twarz w dłoniach.
Czułam się bezbronna. Jak jakaś mrówka, którą każdy może zmiażdżyć.
Czemu zawsze musi się coś wydarzyć? Nie mogę być po prostu szczęśliwa?
Ułożyło się z Niallem i myślałam, że to koniec zmartwień. Ale widocznie spotkają mnie jeszcze gorsze rzeczy.
Uspokoiłam się i wstałam, zdając sobie sprawę z tego, że mama została sama na dole. Musiałam się zebrać w sobie i iść jej pomóc sobie z tym wszystkim poradzić. Poszłam do niej i starałam się odciągnąć ją od samego myślenia o nim. Zrobiłam popcorn, włączyłam jakiś film i siedziałyśmy przed tv do późnego wieczoru.


Następnego dnia w szkole nie myślałam o niczym innym. Dom w tej chwili stał pusty, ojciec mógł w każdej chwili do niego wejść. To znaczy, wyważając drzwi, ale mógłby. Nie mam pojęcia kiedy zamierza do nas wpaść, ale mam nadzieje, że to tylko taki mały żarcik. Sama nie wiem jak bym zareagowała, gdybym go zobaczyła. Zaczęłabym płakać? A może histerycznie bym się na niego rzuciła, próbując wydłubać mu oczy? Prawdopodobnie oba naraz. Nie chciałam go widzieć. A bardziej nie chciałam, żeby widziała go mama. Była już wystarczająco przytłoczona tym wszystkim.
Emma próbowała mnie zajmować czymś innym, gadała o One Direction, o szkole, o wszystkim, byle tylko nie o mojej obecnej sytuacji. Nie mogłam tego dłużej znieść.
Tego dnia skończyłam lekcje dopiero po 16. Niall nie czekał przed szkołą. Nie pisał, bo niby gdzie? Mój laptop też gdzieś zniknął, więc po szkole byłam kompletnie oderwana od cywilizacji. Zastanawiałam się jak niby zamierzał się ze mną zobaczyć. Szczególnie teraz. Wzdrygnęłam się na samą myśl, jak Niall włamuje się do mojego domu przez okno w kuchni, a tam mój ojciec pije sobie herbatkę.
Emma poszła ze mną kawałek w stronę domu, ale w jakiejś wąskiej uliczce niedaleko domu czekał na nią Liam, ubrany w czarną bluzę z kapturem, schowany przed napalonymi fankami i paparazzi. Pożegnałam się z przyjaciółką buziakiem w policzek, pomachałam chłopakowi, na co on radośnie odmachał. Odwróciłam się na pięcie i naciągając sweter w dół, ruszyłam w stronę domu.
-Masz pozdrowienia od Nialla! – krzyknął jeszcze Liam, na co uśmiechnęłam się lekko do siebie.
Spojrzałam w niebo i widząc, że robiło się coraz bardziej szaro i ciemno, przyspieszyłam kroku. Zaraz pewnie zacznie lać, a ja oczywiście nie wzięłam parasola.
Brawa dla Chloe.
Oczywiście 5 minut później faktycznie zaczęło padać, więc do domu dotarłam cała przemoczona i dysząca ze zmęczenia. Tak to jest, jak zamiast biegać na WFie, co chwilę przynosi się podrobione zwolnienia.
Szybko otworzyłam drzwi i zamknęłam je kopnięciem nogi. Rzuciłam torbę na ziemię i pobiegłam szybko do pokoju. Wyciągnęłam z szafy jakąś bluzkę i leginsy. Szybko przebrałam spodnie, po czym ściągnęłam bluzkę i odwróciłam się, by sięgnąć po koszulkę leżącą na łóżku, w tym samym momencie zauważając kogoś, stojącego w drzwiach od balkonu. Krzyknęłam i przycisnęłam automatycznie plecy do ściany, próbując uspokoić oddech. On tylko zachichotał, po czym pochylił się lekko i rozczochrał sobie włosy rękami, strzepując z nich kilka kropelek wody.
I tak miał idealną fryzurę.
Jak zawsze.
Dzieliło nas tylko łóżko, a ja stałam tak przy ścianie, przyciskając kurczowo bluzkę do swoich piersi. Wciąż oddychałam ciężko, a serce biło mi jak oszalałe. Przestraszył mnie na śmierć, do tego jeszcze sam widok jego przemoczonego podkoszulka, przylegającego do jego ciała i lekko zwisających jeansów, spod których wystawała gumka od bokserek Calvina Kleina powodował, że nie mogłam się uspokoić. Znów się zaśmiał. Prawdopodobnie zobaczył gdzie powędrował mój wzrok. Speszona odwróciłam wzrok i moja twarz oczywiście wyglądała już jak dojrzały pomidor. Obszedł łóżko dookoła i podszedł blisko mnie, opierając się ręką o ścianę tuż obok mojej głowy. Ja wciąż nie mogłam się odezwać, tylko tkwiłam tak w miejscu i wpatrywałam się w niego jak zaczarowana. Delikatnie zabrał mi bluzkę z rąk i rzucił ją na łóżko. Dzięki Bogu miałam na sobie jeszcze ten cholerny stanik. Jego wzrok mimowolnie powędrował w dół i uśmiechnął się pod nosem, unosząc brwi.
-Czarna koronka?
Przysunął swoją twarz bliżej mojej szyi i szepnął mi do ucha:
-Jesteś cholernie seksowna.
Przyjemny dreszcz przeszedł po moim ciele. Przymknęłam oczy, czując jego ciepły oddech na mojej skórze. Pocałował delikatnie moją szyję, a ja wypuściłam cicho powietrze z ust, które nawet nie wiedziałam, że wstrzymuję. Po chwili poczułam jego wargi na swoich. Pocałował mnie delikatnie, po chwili pogłębiając pocałunek. Tak bardzo za tym tęskniłam. Chłopak uniósł mnie delikatnie w górę, więc oplotłam go nogami w pasie, a on trzymał ręce na moich udach, podtrzymując mnie w górze. Zarzuciłam ręce za jego szyję i przygryzłam delikatnie jego dolną wargę, ciągnąc za nią w swoją stronę. Z jego ust wydobył się niski pomruk, a on przycisnął mnie mocniej do ściany. Znów zaczął składać pocałunki na mojej szyi, schodząc niżej wzdłuż obojczyka i dekoltu.
-Niall – jęknęłam cicho, wplatając dłoń w jego włosy. Było coraz bardziej gorąco, aż usłyszeliśmy  stłumiony huk na dole. Szybko odsunęłam się od niego i spojrzałam z niepokojem na drzwi od pokoju.
Jestem martwa, jeżeli mama zaraz tu wejdzie.
-Stęskniłem się. –blondyn jęknął niezadowolony, nic nie robiąc sobie z tego, że moja mama wróciła do domu i w każdej chwili może tu wejść.
-Nie powinno cię tu być.
Niall spojrzał na mnie unosząc brwi.
-Masz zakaz wychodzenia z domu. Nie było mowy o tym, że ja nie mogę przyjść do ciebie.
Nie pomyślałam o tym.
-Mama i tak mnie zabije. – jęknęłam.
Chłopak westchnął i przewrócił teatralnie oczami, po czym postawił mnie na ziemi.
-A zaczynało być fajnie.
Zaśmiałam się i sięgnęłam po koszulkę, leżącą na łóżku. Założyłam ją na siebie i podeszłam do drzwi, jednak zanim je otworzyłam, spojrzałam na niego jeszcze raz.
-Jak się tu w ogóle dostałeś? Nie jesteś Roszpunką.
-Ale jestem księciem. – uśmiechnął się szeroko – przyniosłem sobie drabinę z domu.
-Szedłeś z tą drabiną taki kawał drogi po deszczu?
-Właściwie to przyjechałem samochodem, ale i tak zdążyło mnie przemoczyć.
Zaśmiałam się, przewracając oczami.
-Jesteś nienormalny.
Otworzyłam drzwi od pokoju i cicho zamknęłam, po czym zeszłam na dół w celu zajęcia czymś mamy, żeby nie podejrzewała, że na górze jest mój mokry i seksowny chłopak.
Poprawiłam bluzkę schodząc po schodach, gdy nagle podniosłam wzrok i stanęłam jak wryta. Przysięgam, że moje serce na chwilę stanęło.
Przede mną przy drzwiach stał wysoki, starszy mężczyzna i z chamskim uśmieszkiem wpatrywał się we mnie.
Mój ojciec.




shit.