wtorek, 26 listopada 2013

38


Niall

-Chloe?
Wysiadłem szybko z samochodu, widząc kogoś leżącego na chodniku. Chociaż tak naprawdę to prawie nic nie widziałem, bo było cholernie ciemno. Zatrzasnąłem za sobą drzwi i podszedłem bliżej, po czym przekląłem pod nosem i kopnąłem w zgaszoną latarnię, która ku mojemu zdziwieniu w zetknięciu z moją nogą się zaświeciła. Spojrzałem z powrotem na postać na chodniku i serce zamarło mi na widok tego co zobaczyłem.
-Chloe! – krzyknąłem i rzuciłem się w stronę zakrwawionej dziewczyny. Na szczęście oddychała. Położyłem dłoń na jej spuchniętym policzku i przyciągnąłem jej bezwładne ciało do siebie. Byłem przerażony, wkurzony i zrozpaczony jednocześnie. Szybko zadzwoniłem na pogotowie, po czym widząc przerażającą ranę w okolicach klatki piersiowej, urwałem kawałek swojej koszuli i zacisnąłem go wokół jej brzucha, żeby choć trochę zatamować krwotok. Materiał w ciągu kilku sekund przesiąkł krwią, ale nic innego nie mogłem zrobić. Pogłaskałem dziewczynę po głowie, słysząc jej nierówne, urwane, płytkie oddechy. Wydawało się, jakby każde zaczerpnięcie powietrza było dla niej niewiarygodnie trudne.
-Chloe proszę, nie zostawiaj mnie. – szepnąłem rozpaczliwie, klęcząc na środku chodnika. Sekundę potem przyjechała karetka i funkcjonariusze w ciągu minuty zapakowali dziewczynę do wozu. Wziąłem tylko kluczyki od samochodu i ruszyłem za nimi do karetki. Miałem gdzieś, że zostawiam samochód na środku ulicy i jutro mi go odholują. Zapakowałem jeszcze leżący na ulicy nóż do chusteczki, włożyłem go do kieszeni marynarki i wsiadłem do karetki, po czym kierowca ruszył w stronę szpitala. Trójka osób skakała wokół Chloe z dziwnymi urządzeniami, co chwilę przeklinając pod nosem. Dali jej maskę tlenową, przez to trochę jej oddech się unormował. Trzymałem ją za rękę cały czas i wpatrywałem się w jej twarz, co jakiś czas szepcząc, że wszystko będzie w porządku, że jest silna i da sobie radę. Wiedziałem, że to Tamara ją zaatakowała.
Wiedziałem też, że mogłem temu zapobiec. Nie mogłem znieść tej myśli.
Gdybym tylko wtedy z nią został, nic by się nie stało.
Mógłbym ją chronić.
To wszystko przeze mnie.



Od tygodnia każdy dzień wyglądał tak samo. Cały dzień spędzałem przy łóżku Chloe, czasem też noc, ciągle z nią rozmawiając, chociaż ona w ogóle się nie odzywała. Całe dnie czekałem na jakikolwiek znak, poruszenie palcem, cokolwiek. Nie działo się nic. Ponad tydzień spała bez ruchu. Wiedziałem, że to moja wina, nie mogłem znieść tej myśli.
Dowiedziałem się co chciała mi powiedzieć. Tom opowiedział mi o kolejnym włamaniu do domu. Byłem takim idiotą. Parę razy próbowała mi powiedzieć, a ja za każdym razem ją zbywałem. Gdybym jej wysłuchał, nigdy bym jej tam nie zostawił samej. Nigdy to by się jej nie zdarzyło.
Spojrzałem na nią. Była taka spokojna, pomimo tego, że miała podłączone jakieś 4 aparatury, które pomagają jej oddychać, bo jak się okazało, Tamara trafiła jej prosto w prawe płuco. Lekarze powiedzieli mi, że gdybym przyjechał tam 2 minut później, moja dziewczyna byłaby już martwa. No cóż, nie do końca pociesza mnie ta myśl, bo tak naprawdę gdyby nie ja, z moją dziewczyną byłoby wszystko ok. Miała posiniaczoną twarz, ale już mniej niż na początku. Dostała też wstrząsu mózgu, prawdopodobnie gdy spadła na beton, więc pewnie dlatego tak długo się nie budzi. Westchnąłem, patrząc na drobny naszyjnik z koniczynką. W jej przypadku chyba przynosi jej pecha, a nie szczęście. Podniosłem jej dłoń i pocałowałem ją delikatnie.
-Przepraszam. – wyszeptałem cicho.
Usłyszałem jakiś szelest, więc szybko odwróciłem wzrok od Chloe i spojrzałem na drzwi, w których ukazała się mama dziewczyny. Widząc mnie uśmiechnęła się smutno i podeszła bliżej.
-Nie musisz tutaj cały czas siedzieć Niall.
Pokręciłem głową.
-Muszę. Gdyby nie ja, nawet by jej tutaj nie było.
Kobieta położyła dłoń na moim ramieniu, a po chwili usiadła na skraju łóżka swojej córki, dokładnie naprzeciwko mojego krzesła i złapała moje dłonie w swoje. Spojrzała mi prosto w oczy. Były podpuchnięte. Jeszcze bardziej dobił mnie fakt, że mama Chloe płacze przeze mnie.
-To nie jest twoja wina chłopcze. Nie możesz tak myśleć. Gdyby nie ja, ona nawet by się nie urodziła. Nie mogłeś nic na to poradzić. Życie niesie ze sobą wiele niespodzianek… Czasami nie do końca zadowalających niespodzianek. Tak już jest. Nic jej nie będzie, wkrótce się obudzi i wszystko wróci do normy.
-Ale ona do końca życia może mieć problemy z oddychaniem. Przeze mnie.
Westchnęła cicho, chyba zdając sobie sprawę z tego, że nie przemówi mi do rozumu. Przeniosłem wzrok na Chloe.
-Ona mnie znienawidzi… - szepnąłem.
-Ona cię kocha. Naprawdę. Odkąd cię poznała, jest dużo szczęśliwszą osobą. Wiele ci zawdzięcza. I ja też ci wiele zawdzięczam.
Zmarszczyłem brwi.
-Wiem, że zapłaciłeś mojemu byłemu mężowi, żeby nie przychodził na ślub.
Spojrzałem na nią zszokowany.
-Ale skąd…
-Nieważne. Dziękuję ci. Gdyby tam przyszedł, prawdopodobnie zniszczyłby najpiękniejszy wieczór w życiu Annie. – uśmiechnęła się – No już, idź się przejść, napij się jakiejś kawy. Posiedzę z nią. A ty potrzebujesz trochę ruchu.
Uśmiechnąłem się lekko i bez sprzeciwu wstałem z krzesła. Od razu odezwały się obolałe nogi, które zdążyły zdrętwieć przez 8 godzin siedzenia bez ruchu. Spojrzałem jeszcze na dziewczynę, po czym wyszedłem z sali i zamknąłem za sobą drzwi. Ledwo odwróciłem się w stronę korytarza, gdy się z kimś zderzyłem. Spojrzałem zdziwiony na zdyszaną blondynkę, która w tym momencie wściekle wbijała paznokcie w moje ramiona.
-Hej Emma, spokojnie. – delikatnie odsunąłem od siebie dziewczynę.
-Coś ty narobił?! – wrzasnęła na mnie, a wszyscy wokół odwrócili się i spojrzeli na nas.
-Ja…
-To wszystko przez ciebie! – krzyknęła i wyrwała mi się.
Rozejrzałem się. Jakaś pielęgniarka już biegła w naszą stronę, prawdopodobnie myśląc, że mam do czynienia z jakąś wariatką, więc machnąłem do niej lekko ręką i pokręciłem głową, dając jej do zrozumienia, że wszystko jest w porządku. Spojrzałem z powrotem na Emmę.
-Posłuchaj, Tamara trochę namieszała. Gdybym wiedział, że włamała się do domu, nigdy nie pozwoliłbym jej wyjść samej z imprezy w środku nocy i…
-Jaka Tamara?
Idioto, przecież Chloe jej nic nie mówiła.
-Yyyy… - podrapałem się po głowie.
-O co tutaj kurwa chodzi?!
-Posłuchaj, Chloe miała małe problemy z psychofankami. Najpierw włamali się na jej podwórko, robiąc nam zdjęcia, potem rozpuścili plotkę, że ja jej płacę za seks, później ta cała akcja z szafką. Po tym wydarzeniu wszystko ucichło. Aż do wesela, gdzie w walentynki rano ktoś włamał się do jej domu, znowu. A potem napadł na nią na ulicy z nożem. Jestem pewny, że to Tamara Hill z twojej szkoły. Wcześniej były to tylko domysły, ale poszedłem z tym nożem na policję i oczywiście były tam jej odciski palców. Toczy się proces sądowy. Czekają jeszcze tylko na zeznania poszkodowanej, ale Tamara i tak przyznała się do winy, zupełnie nic sobie nie robiąc z tego, że mogła ją zabić. Więc wyrok jest jasny. Dopóki nie jest pełnoletnia, trafi do poprawczaka, a potem pewnie do więzienia. Posłuchaj, gdybym wiedział, że znowu się włamała, nigdy nie zostawiłbym jej samej…
Emma patrzyła na mnie  szeroko otwartą buzią.
-Czemu nic o tym nie wiem?!
-Chloe nie chciała cię martwić, zrozum ją.
-Kazałeś jej milczeć? Szantażowałeś ją czy coś?
-Co? O czym ty mówisz?
-Odkąd cię poznała, tylko cierpi. Czy ty w ogóle wiesz ile ona wylała przez ciebie łez, kiedy ją zostawiłeś, bo bałeś się postawić Joshowi? Może ona tego nie widzi, ale ja widzę. Ma same problemy przez ciebie. A teraz skoro wiedziałeś o tym wszystkim, nawet nie zapewniłeś jej ochrony?! To wszystko przez ciebie Niall. Teraz już przeszedłeś samego siebie. Mogła przez ciebie zginąć. Nienawidzę cię za to. - syknęła i wyminęła mnie, pchając mocno drzwi do sali w której leżała moja dziewczyna. Wkurzona na cały świat nawet nie powiedziała jej mamie głupiego „dzień dobry”, tylko wpatrywała się dalej wkurzona na twarz Chloe. Stałem dalej jak słup soli wpatrując się w ścianę. Dopiero po chwili ocknąłem się i wszedłem za nią, wciąż trawiąc słowa, które mi powiedziała.
Miała rację. To wszystko moja wina. Zniszczyłem Chloe życie.
Już miałem usiąść na krześle, gdy zauważyłem, że dziewczyna mrugnęła. Przynajmniej mi się tak wydawało.
-Chloe? Widzieliście to? – spojrzałem na mamę dziewczyny, bo Emma w ogóle udawała, że mnie tutaj nie ma. Ta tylko pokiwała głową i przysunęła się bliżej swojej córki.
-Kochanie, słyszysz nas? – powiedziała cicho.
Minęły może trzy sekundy i Chloe znowu mrugnęła, a potem jeszcze raz, aż w końcu otworzyła oczy.




Chloe

Czułam się, jakby ktoś walił mnie czterema siekierami po głowie. Do tego było mi strasznie ciężko wziąć oddech, sama nie wiedziałam dlaczego. Otworzyłam oczy i dopiero po chwili przystosowałam się do wkurzającego światła nade mną. Nie miałam pojęcia gdzie jestem ani co się stało. Najpierw zobaczyłam mamę która była bliska płaczu, ale chyba ze szczęścia. Obok niej siedziała blondynka, bardzo opalona. Patrzyła na mnie pustym wzrokiem. Była zła, ale nie wiedziałam dlaczego. Później zobaczyłam blondyna. Na początku nie mogłam skojarzyć kto to jest, ale gdy spojrzałam w jego oczy, od razu wiedziałam, że to on. Przeszedł mnie dreszcz. Westchnęłam i odwzajemniłam delikatnie jego uśmiech. Ta błoga nieświadomość trwała może 5 sekund. Chwilę potem zaczynałam sobie wszystko przypominać. Włamanie. Szkło. Sukienka. Lisa, rzucająca się na Nialla jak wariatka. Czerwone wino. Ulica. Tamara. Nóż. Automatycznie z każdym kolejnym wspomnieniem mój uśmiech gasł, aż w końcu zamienił się w strach. Goście rozejrzeli się po sobie, jakby nie do końca wiedząc o co chodzi. Niall sięgnął do mnie ręką, ale odsunęłam się.
-Nie dotykaj mnie. – wychrypiałam.
Zdezorientowany posłusznie się cofnął, a ja spojrzałam na Emmę. Uderzyły we mnie słowa Tamary na temat mojej przyjaciółki. Bałam się, że coś jej zrobi. Przerażona przeniosłam wzrok na mamę, która wtedy nie wytrzymała i rzuciła się na mnie, przytulając się do mojego ciała, a wtedy przeszył mnie ogromny ból. Od razu odskoczyła ode mnie, wracając na swoje miejsce. Spojrzałam na swój brzuch. Połowa mojej klatki piersiowej była zabandażowana, podpięta do jakiś kabelków.
-Tamara dźgnęła cię w płuco. – wyjaśnił cicho Niall.
Spojrzałam na niego, chcąc coś odpowiedzieć, ale Emma mnie wyprzedziła.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?! – krzyknęła tak, że aż zadźwięczało mi w uszach. Przymknęłam na chwilę oczy, czując jak głowa pulsuje mi jeszcze bardziej.
-Nie krzycz na nią, ledwo się obudziła. – powiedziała spokojnie mama.
-No i co z tego! Oczekuję jakiś wyjaśnień Close! Ukrywałaś przede mną coś takiego?! Co z ciebie za przyjaciółka?! On jest dla ciebie ważniejszy ode mnie?! – krzyknęła, wskazując na Nialla.
Nie odpowiedziałam jej. Wyręczył mnie chłopak, który po prostu wstał i wyciągnął Emmę z pomieszczenia siłą. Chyba kłócili się za drzwiami, ale nie miałam siły, żeby wytężyć słuch. Spojrzałam na mamę.
-Czy to się kiedyś skończy? – szepnęłam.
Rodzicielka westchnęła i położyła swoją dłoń na mojej.
-Kochanie, musisz być silna. Tamara co prawda już ci nie zagraża. Ale na świecie jest pełno osób podobnych do niej. Martwię się, że coś ci się stanie. Musisz być ostrożniejsza. Obiecaj mi, że będziesz.
Pokiwałam tylko głową, będąc zbyt zmęczona, żeby cokolwiek powiedzieć. Ledwo się obudziłam, a już tyle się stało. Mama chyba zorientowała się, że jestem słaba, więc wstała zabierając torebkę i pocałowała mnie w czoło, po czym żegnając się, wyszła z sali i zgasiła światło tak, że została mi tylko lampka nocna. Gdy tylko zamknęły się za nią drzwi stwierdziłam, że pójdę spać. Sięgnęłam z trudem do lampki i zgasiłam ją, ale w momencie gdy w pokoju zapanowała ciemność, przed oczami stanęła mi twarz Tamary, w ułamku sekundy przeżyłam to wszystko od nowa. Przestraszona znów zapaliłam lampkę i rozejrzałam się po pustym pokoju. Serce biło mi jak oszalałe, a ja nagle zaczęłam mieć problemy z oddychaniem. Dziwne urządzenie obok mnie zaczęło pikać, nie miałam pojęcia co się dzieje, ale coraz trudniej było mi złapać oddech. Sekundę później drzwi się otworzyły i do sali wbiegła jakaś pielęgniarka. Kliknęła parę przycisków w urządzeniu i po chwili maszyna uspokoiła się razem z moim oddechem. Młoda kobieta spojrzała na mnie troskliwie.
-Kochanie, musisz uważać ze stresem. Gdy zaczniesz się denerwować, możesz mieć problemy z oddychaniem. Nie tylko teraz, ale prawdopodobnie jeszcze przez parę następnych lat… To nic takiego, musisz po prostu mieć przy sobie cały czas inhalator. – uśmiechnęła się pocieszająco.
Jak to kilka lat do cholery? Przecież tylko mnie dźgnęła nożem!
Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo pielęgniarka wstała z zamiarem wyjścia, ale wcześniej sięgnęła do lampki nocnej, żeby ją zgasić.
-Nie! – krzyknęłam.
Spojrzała na mnie zdziwiona moim nagłym wybuchem.
-Proszę nie gasić, poradzę sobie… - dodałam szeptem i poczekałam, aż kobieta wyjdzie z pokoju. Gdy zamknęła za sobą drzwi, westchnęłam i spojrzałam w sufit. Sięgnęłam delikatnie dłonią do zabandażowanej klatki piersiowej i w tym momencie zaczęłam płakać, zdając sobie sprawę z tego, że moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Być może już nigdy nie zasnę bez włączonej, pieprzonej lampki nocnej.



Wpatrywałam się w okno, czekając aż wreszcie ktoś do mnie przyjdzie, bo umierałam z nudów. Chociaż miałam przynajmniej czas na przemyślenie tego wszystkiego. Podjęłam decyzję, może nie do końca słuszną i dobrze wiedziałam, że oszukuję sama siebie, ale starałam się tłumić to uczucie. Chciałam tylko, żeby to wszystko się skończyło. Nie mogłam znieść myśli, że mogłam umrzeć. Prawdopodobnie to wspomnienie zostanie w mojej psychice do końca życia. Musiałam przynajmniej spróbować o tym zapomnieć.
Moje przemyślenia przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Przeniosłam na nie wzrok i ujrzałam swojego chłopaka, wchodzącego ostrożnie do pomieszczania.
-Dobrze, że jesteś. Muszę z tobą porozmawiać. – poprawiłam się na łóżku, starając się przyjąć pozycję przynajmniej w pół siedzącą. Chłopak podszedł bliżej i usiadł na krześle blisko mnie. Spojrzał z troską w moje oczy.
-Stało się coś?
-Tak. Prawie zginęłam z ręki twojej fanki Niall. – wydusiłam z siebie. Nie chciałam być chamska, chciałam go przytulić, ale musiałam być twarda.
Spojrzał na mnie zaskoczony faktem, że walę prosto z mostu. Westchnął i złapał moją dłoń.
-Tamara coś ci mówiła… wtedy?
-Tak, wiele rzeczy…
Przypomniałam sobie jej słowa. Uderzyły we mnie z taką siłą, że aż zabolało mnie serce.
„-Spójrz prawdzie w oczy. Jesteś brzydka, płaska, nie masz w ogóle gustu, ani charyzmy. To nienormalne, żeby taki chłopak zainteresował się taką… tobą.”
-Nie chcę o tym rozmawiać. – powiedziałam szybko, odganiając od siebie to wspomnienie.
-Dobrze. Przepraszam cię Chloe. To wszystko moja wina. Gdybym dał ci powiedzieć, ja… Ja na pewno bym cię wtedy nie zostawił, to by się nie wydarzyło…
-Nie potrzebuję twoich przeprosin.
Chłopak przysunął się jeszcze bliżej.
-A czego potrzebujesz? – zapytał cicho, patrząc mi w oczy. Nie mogłam znieść tego spojrzenia, więc spuściłam wzrok na własne dłonie.
-Przerwy… - szepnęłam tak cicho, że nie byłam pewna, czy mnie w ogóle usłyszał.
Zapadła cisza. Była tak krępująca, że w końcu zmusiłam się do spojrzenia na niego ponownie. To co zobaczyłam w jego oczach było po prostu nie do opisania. Widać było w nich ogromny ból. Poczułam się jak suka, że go tak traktuję.
-Jakiej przerwy Chloe? – zapytał niepewnie, przełykając ślinę.
-Wyjeżdżam.
Znów cisza.
-Na wakacje?
Na zawsze.
-Na studia, Niall. – spojrzałam mu w oczy, które teraz były zaszklone.
Jesteś okropna Chloe, to wcale nie jest ci potrzebne, tylko go ranisz.
Stłumiłam głos sumienia w mojej głowie.
-Nie musisz wyjeżdżać, Chloe. – słyszałam w jego głosie załamanie, był bliski płaczu, przez co moje oczy też zaszły się łzami, ale wbiłam mocno zęby w dolną wargę powstrzymując się od wybuchnięcia. – Tamara już ci nie zagraża, wszystko wróci do normy.
Pokręciłam głową.
-Nie rozumiesz. Tamary nie ma, ale na jej miejsce pojawią się inne osoby. To się nigdy nie skończy, zawsze ktoś nie będzie mnie akceptował i będzie próbował mnie zniszczyć. Ja tego nie zniosę.
-Wzmocnimy ci ochronę, wynajmę więcej ochroniarzy…
-To nic nie da. Ona została w mojej psychice. Cały czas mam przed oczami jej wściekłą twarz. Boję się spać po ciemku. Pielęgniarka powiedziała mi, że przez parę następnych LAT nie mogę się narażać na żaden stres, bo mogę przestać oddychać. To nie są żarty. Ja muszę spróbować zapomnieć. Muszę wyjechać, tutaj za bardzo wszystko mnie będzie przytłaczać. Sam pobyt w domu. Będę się bała, że ktoś jest na dole. Będę bała się iść gdzieś sama, będę bała się spać bez zapalonego światła. Nie dam rady Niall – spojrzałam na niego z bólem, czując jak pojedyncza łza spływa po moim policzku.
Chłopak wytarł ją kciukiem i spojrzał na mnie troskliwie.
-Na pewno tego chcesz?
Oczywiście, że nie chcę tego, ale czuję, że to jedyne rozwiązanie, żeby zapomnieć.
Pokiwałam jednak głową. Zraniłam go. Nie mogłam na to patrzeć, na jego twarzy było wymalowane tyle emocji. Tyle bólu i rozczarowania, ale jakby do samego siebie. Obwiniał się.
-Dobrze. Więc… Pa? – przełknął ślinę.
-Pa. – zacisnęłam dłonie w pięści pod kołdrą, powtarzając sobie żeby nie płakać i zatrzymywać go.
Chłopak wstał i otworzył drzwi na korytarz, ale odwrócił się jeszcze.
-Będę na ciebie czekał. Choćbym nawet miał czekać do śmierci. – powiedział cicho i wyszedł z sali, zostawiając mnie samą. Ledwo zamknęły się za nim drzwi i wybuchłam. Po prostu zaczęłam płakać jak małe dziecko, a moje serce pękło na milion malutkich kawałeczków, których już nie będę w stanie pozbierać w jedną całość.







Na początku wyjaśniam szablon. Specjalnie wracam do pierwszego szablonu, żeby wrócić też do początków. Nie przypuszczałam, że dojdę tak daleko z tym fanfiction i że w ogóle ktokolwiek będzie to czytał! Dziękuję wam za wsparcie i za to, że jesteście.
Bardzo was przepraszam, że tak długo musieliście czekać na rozdział. Nie miałam w ogóle czasu na napisanie czegokolwiek. 
Kocham was! <3

czwartek, 14 listopada 2013

37

Doceń moją pracę – skomentuj.


 
Ze snu wyrwały mnie jakieś dźwięki. Jakby budzik, czy coś takiego. Nie! Ktoś non stop powtarzał moje imię i było to niesamowicie wkurwiające. Rozchyliłam delikatnie powieki, chcąc sprawdzić kto jest aż takim idiotą i widząc pochylone nade mną Lisę i Margaret otworzyłam szeroko oczy i w przeciągu sekundy usiadłam na łóżku, starając się odsunąć od nich jak najdalej.  
-Co wy tu do cholery robicie?
-No jak to co, dzisiaj wielki dzień! – pisnęła Lisa. – Musimy ci zrobić fryzurę, makeup, manicure…
Gadała coś jeszcze, ale postanowiłam, że nie będę jej słuchać, więc ściągnęłam z siebie kołdrę i wstałam z łóżka, po czym wymijając je, bez słowa poszłam na dół na śniadanie.
Nie mam pojęcia kto je tutaj wpuścił, ale musiał być przekonujący, skoro Tom nie miał nic przeciwko. Dziewczyny prawie natychmiast dołączyły do mnie. Jedna posadziła mnie przy stole, a druga podsunęła mi pod nos talerz z jajecznicą. Spojrzałam najpierw na danie, a później na Margaret i zastanowiłam się w duchu, czy potrawa nie jest czasem zatruta.  
W ogóle jak to możliwe żeby tak tępa istota potrafiła gotować?  
Niepewnie wzięłam kawałek jajka do ust i z zaskoczeniem stwierdziłam, że jest to nawet całkiem smaczne. Jadłam w ciszy, a one obydwie siedziały naprzeciwko mnie i obserwowały każdy mój ruch.
Nie znam bardziej irytujących osób od tych dwóch.
W końcu wkurzona rzuciłam widelec na talerz.
-Nie powinnyście już czasem iść? – syknęłam zdenerwowana, a Lisa spojrzała na zegarek.
-A no właśnie powinnyśmy! Musiałyśmy cię tylko obudzić. Idziemy do salonu sukien ślubnych, tam już jest Annie i wasza mama. Musisz tam być najpóźniej za godzinę, na miejscu są już kosmetyczki i fryzjerki. Wszystkim się zajmą, pa! – powiedziała na jednym wdechu Margaret i obie wybiegły w podskokach z mojego domu, pozostawiając mnie bez możliwości protestu.
Westchnęłam tylko, ciesząc się chwilą ciszy i dokończyłam posiłek, po czym włożyłam talerz do zmywarki i poszłam na górę się ogarnąć.
Będąc w połowie schodów usłyszałam  głośny huk i dźwięk tłuczonego szkła. Zamarłam w półkroku. Boje serce gwałtownie przyspieszyło, zaczęłam nierówno oddychać, ale nie usłyszałam żadnych innych dźwięków.
-Lisa?- zapytałam drżącym głosem i rozejrzałam się wokół.
-Margaret? – przełknęłam ślinę, starając się brzmieć pewnie, ale zamiast tego wychodził mi tylko jakiś płaczliwy jęk.
Wycofałam się ze schodów i ostrożnie wychyliłam zza ściany patrząc na opustoszały salon. Nadepnęłam na maleńki odłamek szkła i pisnęłam, czując jak wbił się w moją stopę. Spojrzałam w dół i zauważyłam ten sam designerski wazon tyle że rozbity, którym zawsze broniłam się przed potencjalnym napastnikiem.
I tak go nigdy nie lubiłam, więc nie było mi jakoś specjalnie przykro. Bardziej zastanawiał mnie fakt kto go rozbił. Zaczynało mnie to coraz bardziej przerażać, nogi zaczęły się trząść. Przed oczami, przy wyjściu na taras mignęła mi jakaś czarna postać.
-TOM??!!
Krzyknęłam przerażona i nie zważając na ból w stopie, odwróciłam się i wybiegłam z domu, wpadając prosto na plecy wysokiego mężczyzny.
-Co jest? – zapytał Tom gdy odwrócił się do mnie przodem i spojrzał na moją przerażoną twarz.
-Bo tam…ktoś się…w domu…ktoś, w…-nie musiałam kończyć, bo mężczyzna dokładnie zrozumiał o co mi chodzi. Bez wahania wszedł do domu i rozejrzał się, ale nikogo nie zobaczył w pobliżu.
-Zadzwonię do kolegów z pracy, przeszukamy dom. Zrób coś ze swoją nogą i będziesz musiała stąd wyjść.
-Tak, ok. – wyjąkałam pod nosem i szybko wyciągnęłam odłamek szkła z nogi, lekko zabandażowałam, tylko po to, żeby zatamować krew i przebrałam się w coś wygodnego, po czym wzięłam torebkę wyszłam z domu. Trzęsłam się jeszcze przez całą drogę do salonu i co 5 metrów się odwracałam, mając dziwne uczucie, że ktoś mnie śledzi. Napisałam Niallowi smsa.


Do: Niall <3
Jak będziesz gotowy to wpadnij do salonu na Long Acre. Najprawdopodobniej spędzę tutaj pół dnia.
  
Kliknęłam wyślij, po czym weszłam do budynku.
W środku było co najmniej ze 20 osób. Na samym środku stała moja siostra, otoczona przez 5 pracownic salonu, które skakały wokół niej tam i z powrotem, poprawiając piękną, białą suknię.
-Cześć. – pomachałam jej i uśmiechnęłam się ciepło, widząc ogromny stres na jej twarzy. 
Nie zdążyłam nawet odwiesić kurtki na wieszak, gdy ktoś mi ją wyrwał i zrobił to za mnie, a po chwili wepchnął do ręki niebieską sukienkę i kazał się przebrać. Zrobiłam to co mi kazali i wyszłam na boso z przymierzalni. Momentalnie przede mną stanęły L&M. Jedna wręczyła mi jakieś wielkie szpilki na platformie, a druga pociągnęła mnie za sobą, a chwile po tym posadziła mnie na fotelu, przed oświetlonym lustrem i niemal od razu zauważyłam przed sobą makijażystkę. Zanim jeszcze zamknęłam oczy, jak mi kazała, zauważyłam, że stojące za mną Lisa i Margaret są już gotowe. Wyglądały niemal identycznie.  
No cóż, zaraz pewnie dołączę do ich grona.  
Gdy kobieta skończyła robić mi makijaż, pozwoliła mi spojrzeć w lustro i ku własnej uldze stwierdziłam, że mam nieco delikatniejszy makeup niż one. Ta sama kobieta tłumaczyła mi jeszcze coś o sztuczkach podkładu, czy coś w tym stylu, a potem odeszła, uśmiechając się pogodnie. Po obydwu stronach mojego fotela kucnęły moje nowe… koleżanki i spojrzały na mnie. 
-No, teraz wyglądasz ładnie. 
Zmarszczyłam brwi, patrząc na Margaret.
 -Czy ty coś sugerujesz?
Dziewczyna zmieszała się.
-Nie, nie. Ja tylko… - nie było dane jej dokończyć, bo usłyszeliśmy dźwięk otwartych drzwi i zanim zdążyłam zobaczyć nowego gościa, krzyknęłam czując jak ktoś wbija mi paznokcie w rękę. Spojrzałam na Lisę z mordem w oczach i wyrwałam rękę z jej szponów.
-Co ty do cholery robisz?! – syknęłam wściekła, a ona całkowicie mnie zlała, patrząc wciąż w jeden punkt.
-To, to… T-to Niall H-horan… - wyjąkała, a ja spojrzałam wtedy na drzwi, w których faktycznie stał mój oszałamiająco piękny chłopak, którego pierwszy raz miałam okazję zobaczyć w garniturze. Znów przeniosłam wzrok na Lisę. 
-Nie jesteś trochę za stara na fankę One Direc… - nie dokończyłam, bo ta się ocknęła i zaczęła piszczeć, po czym w sekundzie znalazła się przy blondynie i zaczęła go ściskać i obmacywać po całym ciele. Chłopak stał przez chwilę zaskoczony, a dopiero potem się ocknął i delikatnie odsunął dziewczynę od siebie. Nie wiem o czym rozmawiali, nie słyszałam ich. Chyba ją uspokajał. Po chwili Lisa wróciła już spokojna i zabrała Margaret, mówiąc jej, że muszą jeszcze sobie zrobić paznokcie, a na ich miejsce przyszedł Niall. Uśmiechnęłam się, widząc chłopaka i wstałam i podeszłam do niego bliżej na boso.
Pachniał perfekcyjnie.
Wyglądał perfekcyjnie.
Był perfekcyjny.
-Wyglądasz pięknie. – powiedział i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
-A ty seksownie. – odparłam mrucząc i poprawiłam mu krawat.
Zaśmiał się i przyjrzał mi się dokładnie.
-Mam coś dla ciebie. – uśmiechnął się.
-Co? – zmarszczyłam brwi.
-Zamknij oczy. – szepnął.
Zrobiłam to co kazał a on zaprowadził mnie gdzieś, kazał stanąć w miejscu, a chwilę później poczułam coś zimnego na swojej skórze. Gdy pozwolił mi otworzyć oczy, spojrzałam przed siebie, dokładnie na lustro, w którym zobaczyłam nowy przedmiot na swojej szyi. Dotknęłam palcami srebrnego wisiorka w kształcie czterolistnej koniczyny. Uśmiechnęłam się do siebie.
-Mam podobny. Kiedyś nosiłem go na rzemyku, praktycznie codziennie. Zawsze przynosi mi szczęście. Pomyślałem, że tobie też się przyda. Poza tym chciałbym, żebyś miała coś, co będzie ci o mnie przypominać. – wyjaśnił, uśmiechając się do mnie uroczo.
Boże, jak on pięknie wyglądał.
Nagle przypomniałam sobie o zdarzeniu, które miało miejsce w domu i powoli uśmiech zszedł z mojej twarzy.
-Niall, słuchaj. Coś ci muszę… - nie dokończyłam, bo znów pojawiły się L&M, robiące tyle zamieszania, że nawet nie było szans się skupić. Znów kazały mi usiąść i tym razem przyprowadziły fryzjerkę. Spojrzałam przepraszającym wzrokiem na Nialla i całkowicie poddałam się tajemniczej kobiecie z nożyczkami.




Impreza trwała w najlepsze. Było w cholerę ludzi, więc bez trudu udało mi się zgubić L&M, które były do mnie przyklejone od momentu rozpoczęcia ceremonii ślubnej. Co chwilę ktoś z rodziny chciał ze mną tańczyć, jakieś kuzynki chciały pogadać, siostra podbiegała spytać czy wygląda dobrze, a ja odpowiadałam że perfekcyjnie, mama pytała jak się bawię i tak dalej, więc w końcu niewiele czasu spędziłam ze swoim chłopakiem, który nawiasem mówiąc nie miałam pojęcia gdzie był. Przeciskałam się przez tłum spoconych ciał na parkiecie, powtarzając ciągle „przepraszam”, ale nikt nawet nie zawracał sobie mną głowy. Widząc kawałek sukienki Margaret szybko zawróciłam i wtedy zderzyłam się z kimś. Podniosłam wzrok trochę zdezorientowana i napotykając niebieskie tęczówki, uśmiechnęłam się szeroko.
-Wszędzie cię szukałam. – jęknęłam.
-A ja szedłem za tobą od 5 minut. – odparł ze śmiechem.
Posłałam mu mordercze spojrzenie.
-To nie mogłeś mnie zawołać?
-Próbowałem, ale nie mogłem przekrzyczeć tych wszystkich narąbanych ludzi.
Rozejrzałam się wokół. Faktycznie pomimo tego, że była dopiero 23:00, prawie 90% gości nie ogarniało już co się dzieje. Ja nie piłam, Niall zresztą też nie, a żeby go nie kusiło przyjechał nawet samochodem. Bez słowa pociągnął mnie za rękę i porwał do tańca. Tańczyliśmy do jakiejś szybkiej piosenki, wymyślając przy tym własne, dziwaczne kroki i śmialiśmy się do rozpuku. Po chwili muzyka zwolniła i chłopak objął mnie w talii, przyciągając mocno do siebie. Zachichotałam, przybliżając się do niego i zaczęliśmy kołysać się w rytm wolnej melodii. Po chwili jednak westchnęłam i odsunęłam się na tyle, by móc na niego spojrzeć.
-Niall, jest coś o czym musisz wie…
-Odbijany! – ktoś krzyknął i zanim zdążyłam zareagować, jakiś pijany facet odciągnął mnie od blondyna, a nim zajęła się jakaś kobieta. Przeklęłam pod nosem, patrząc na mężczyznę. Śmierdział potem, pomieszanym z fajkami i alkoholem. Myślałam, że zwymiotuję. Chciałam jakoś od niego uciec, ale trzymał mnie za mocno, więc poczekałam aż piosenka się skończy i wtedy mówiąc, że muszę iść do toalety, szybko oddaliłam się od faceta i odetchnęłam z ulgą. Rozejrzałam się wokół w poszukiwaniu swojego chłopaka, ale nie mogłam go nigdzie znaleźć. Zauważyłam go dopiero przy naszym stoliku, gdy zawzięcie robił coś na swoim telefonie, kompletnie olewając siedzącą obok niego dziewczynę, która za wszelką cenę próbowała zwrócić na siebie jego uwagę. Uśmiechnęłam się pod nosem.
Mój chłopak.
Podeszłam bliżej i usiadłam obok niego, uśmiechając się lekko. Ten tylko przelotnie na mnie spojrzał i lekko pocałował mnie w usta.
-Niall, na serio muszę ci coś…
Spojrzał na mnie.
-Przepraszam cię Chloe, ale Zayn dzwonił, muszę na chwilę jechać do domu otworzyć temu idiocie drzwi. Wrócę za 5 minut, obiecuję! I wtedy wszystko mi opowiesz. A jutro nadrobimy sobie stracone walentynki. Kocham cię, zaraz wracam! – powiedział i wstał, po czym zabrał swoją marynarkę z oparcia i pocałował mnie w czoło. Uśmiechając się wyminął mnie i wyszedł z budynku. Wszystko trwało tak szybko, że siedziałam jeszcze chwilę w tym samym miejscu, patrząc się tempo przed siebie. Dziewczyna, która próbowała przypodobać się blondynowi spojrzała na mnie jak na debilkę i leniwie wstała, najwyraźniej stwierdzając, że nic ją tutaj już nie trzyma. Westchnęłam cicho i dotknęłam palcami koniczynki na szyi. Po chwili wstałam i wtedy zderzyłam się z kimś. Poczułam mokrą ciecz na swoim brzuchu. Odskoczyłam od chłopaka, który zaczął mnie przepraszać, wpatrując się, tak samo jak ja, w wielką czerwoną plamę na środku mojej niebieskiej (no teraz raczej bordowej) sukienki. Wyglądała jak ogromna plama krwi, ale było to tylko czerwone wino. Tylko. Nie zważając na to, że chłopak nie zrobił tego specjalnie, no i wciąż nie przestawał mnie przepraszać, posłałam mu mordercze spojrzenie i wyminęłam go, szybko kierując się do łazienki. Próbowałam przemyć sukienkę wodą, ale nic z tego nie wychodziło, oprócz tego, że byłam jeszcze bardziej mokra, więc w końcu wkurzona zrezygnowałam i stwierdziłam, że muszę iść do domu się przebrać. Wyszłam z toalety i rozejrzałam się wokół, ale nie widząc nikogo znajomego, po prostu zabrałam kurtkę i szalik, po czym opuściłam imprezę.
Napisałam tylko smsa Niallowi, że idę do domu się przebrać i ruszyłam zaśnieżonym chodnikiem. Nie miałam daleko, więc nawet nie przejmowałam się tym, że idę sama w środku nocy ulicami Londynu i wyglądam jak typowa dziwka, w płaszczu i krótkiej sukience, idąc koślawo w szpilkach. Po chwili jednak przypomniałam sobie wydarzenia z dzisiejszego poranka, o których ciągle próbowałam powiedzieć chłopakowi, ale bez skutku.
Odwróciłam się przestraszona, słysząc jakiś szelest. Nikogo jednak nie zobaczyłam za sobą, więc znów wróciłam wzrokiem przed siebie, jednak ktoś mnie zatrzymał, kopiąc mocno w mój brzuch. Zgięłam się w pół i syknęłam z bólu. Sama nie wiedziałam, czy byłam bardziej przerażona, zdezorientowana, czy zła. Spojrzałam na buty napastnika. Obłocone air maxy, chyba damskie. Przełknęłam z trudem ślinę, słysząc sarkastyczny śmiech. Zebrałam się w sobie i podniosłam wzrok, napotykając rozwścieczone i pełne pogardy spojrzenie Tamary. Odruchowo się cofnęłam. Wyglądała strasznie, jakby właśnie uciekła ze szpitala psychiatrycznego. Rozczochrane włosy, podkrążone oczy, przepełnione czystą nienawiścią. Do tego była ubrana cała na czarno.
-Czego chcesz? – powiedziałam, starając się, żeby nie wyczuła mojego strachu.
-Czego chcę? –zapytała, po czym zaśmiała się ironicznie.
-Tak. Czego chcesz? Nic ci nie zrobiłam, żebyś mnie tak traktowała.
-Sam fakt, że jesteś małą dziwką i chodzisz z Horanem dla kasy mnie wkurwia. – syknęła.
-To nieprawda… - zaczęłam, ale nie pozwoliła mi dokończyć, uderzając mnie pięścią w policzek. Momentalnie się za niego złapałam i spojrzałam z niedowierzaniem na dziewczynę.
-Nie przerywaj mi. – zmierzyła mnie wzrokiem – Jesteś szmatą i nawet wyglądasz jak ona. Nie chcę, żebyś z nim była, bo na niego nie zasługujesz.
Zrobiła krok do przodu i stanęła tak blisko mnie, że poczułam się niekomfortowo.
-Posłuchaj… - szepnęłam.
-Nie, to ty posłuchaj. – syknęła. – Zrobię wszystko żeby cię zniszczyć. Albo to skończysz, albo nigdy nie dam ci spokoju. Ja tutaj rządzę, ok? To ja ustalam zasady. Nigdy z nim nie będziesz szczęśliwa, wykorzystujesz go na każdym kroku.
-Wcale tego nie ro…- nie dokończyłam, bo znów kopnęła mnie w brzuch z taką siłą, że poczułam, jak łamią się moje żebra. Nie chciałam, ale byłam zmuszona usiąść na zimnym chodniku.
-Więc jak, dogadamy się, czy mam poobijać twoją buźkę jeszcze bardziej? – kucnęła obok mnie.
-Jesteś walnięta. – powiedziałam z niedowierzaniem, przez co znowu dostałam w twarz.
-To nie ja jestem walnięta, tylko ty.
-Czemu w ogóle sądzisz, że jestem z nim dla kasy?
-Spójrz prawdzie w oczy. Jesteś brzydka, płaska, nie masz w ogóle gustu, ani charyzmy. To nienormalne, żeby taki chłopak zainteresował się taką… tobą.
Jej słowa cholernie mnie bolały. Miałam ochotę płakać, krzyczeć. Ale postanowiłam, że będę starała się być ponad to, tak jak kazała mi Eleanor. Nie chciałam przy niej ryczeć, nie chciałam jej pokazać, że jestem słaba.
-A jak tam twoja przyjaciółeczka?
-Trzymaj się od niej z daleka! – krzyknęłam.
-Zamknij się suko. – odparła, po czym sięgnęła po coś do kieszeni i wyciągnęła coś, co zabłyszczało po chwile w świetle latarni. Nóż. Otworzyłam szeroko oczy i cofnęłam się kawałek od niej, na co Tamara tylko się zaśmiała.
-Macie jakąś firmę czy coś? – zapytała, śmiejąc się ironicznie. – Dajecie dupy wszystkim sławom?
-Opieprz się od mojej przyjaciółki. – syknęłam, na co ona przystawiła mi nóż do szyi i momentalnie zamilkłam, odchylając głowę do tyłu.
Ona naprawdę jest wariatką.
Przełknęłam z trudem ślinę i spojrzałam na narzędzie. Wiedziałam, że dziewczyna nie zawaha się go użyć. Nie myślała racjonalnie.
-Coś mówiłaś? 
-Nie… N-nic. – wyjąkałam, wciąż obserwując ruchy noża. Ręka jej się trzęsła.  
-No właśnie. – odparła zadowolona i odsunęła narzędzie od mojej szyi. – Nigdy z nim nie będziesz. 
-Przecież już z nim jes…  - zaczęłam, ale ona mi przerwała. 
-Nigdy więcej. – syknęła rozwścieczona i zanim zdążyłam się zorientować, wbiła mi nóż w okolice brzucha. Otworzyłam usta, czując przerażający ból. Kompletnie się tego nie spodziewałam. Ból mnie niemal zamroził w miejscu. Nie myślałam o niczym, starałam się tylko wziąć oddech, ale w tej chwili wydawało mi się, że to najtrudniejsza czynność na świecie. Opadłam na chodnik, łapiąc się za krwawiące miejsce i usłyszałam pisk opon, Tamara wstała i gdzieś pobiegła, ale nie byłam w stanie podnieść wzroku. Czułam się tak, jakby to była ostatnia minuta w moim życiu. Ktoś coś wołał, ale nie słyszałam tego zbyt dobrze. Przestałam słyszeć cokolwiek. Ból powoli ustępował, a zamiast niego wkrótce ogarnęła mnie ciemność.





Koniec sielanki.
Zbliżamy się do końca, kochani.
Jeszcze tylko jakieś 3 rozdziały, a potem mała przerwa i startujemy z II częścią!


czwartek, 7 listopada 2013

36



Po chwili niechętnie oderwałam się od jego ust, za którymi tak bardzo tęskniłam.
-Co ty tu robisz? Przecież ty miałeś, ale ty, w poniedziałek, ale, ale jak to? – wyjąkałam, patrząc chłopakowi w oczy zdezorientowana, na co on tylko się zaśmiał.

-Oddychaj, kochanie. Chciałem zrobić ci niespodziankę. – uśmiechnął się szeroko.
-Ej, ja też ci chciałam zrobić niespodziankę! Zepsułeś ją. – zaśmiałam się, udając, że się na niego obraziłam, ale sekundę później mocno wtuliłam się w klatkę piersiową chłopaka. – Tęskniłam.
-Ja też – odparł, przyciskając moje ciało do jego, a ja poczułam znajome motylki w brzuchu – Nie wytrzymałbym dłużej  bez ciebie. Co to za sukienka?
Odsunęłam się od niego o krok i spojrzałam na siebie w dół, po czym odwróciłam się do lustra i przyjrzałam dokładnie swojemu odbiciu. Podciągnęłam sukienkę po bokach, czując, że powoli osuwa się w dół.
Czemu muszę być taka płaska?
-Muszę w niej iść na ten ślub. Razem z Lisą i Margaret. Magiczne trio, dwa klony i deska. – uśmiechnęłam się ironicznie do własnego odbicia, a chłopak tylko się zaśmiał, obejmując mnie w talii od tyłu.
-Daj spokój, wyglądasz w niej ślicznie. – odparł, muskając delikatnie ustami moje nagie ramiona, powodując przyjemne mrowienie na mojej skórze, po czym zniżył głos do szeptu – Ale lepiej wyglądasz bez niej.
Zaśmiałam się w odpowiedzi i zamruczałam cicho pod nosem.
-Wiesz… - kontynuował – W sumie zdążył bym teraz się tobą zająć. Nikt by się nie zorientował. – dokończył, obracając mnie przodem do niego i złączył nasze wargi.
Zachichotałam i po chwili oderwałam się od jego ust.
-Myślisz, że mogłoby się udać? – szepnęłam w jego wargi, po czym podniosłam wzrok, żeby spojrzeć mu w oczy i uśmiechnęłam się niewinnie, oblizując przy tym usta.
-Nie prowokuj mnie. – wyszeptał, przyglądając się mojej dolnej wardze, którą po chwili przygryzł i ponownie wpił się w moje usta. Z każdą sekundą pocałunek się pogłębiał a pożądanie wzrastało. Chłopak  położył dłonie na moich udach i przejechał kawałek w górę, po czym uniósł mnie i lekko, a ja automatycznie oplotłam go nogami w pasie. Sukienka znowu zaczęła mi spadać, ale miałam to gdzieś. Liczył się tylko on. I pewnie doszłoby do czegoś, czego zdecydowanie nie chciałam zrobić w przymierzalni, gdyby nie to, że usłyszeliśmy wołanie mojej siostry.
-Close, do cholery. Kiedy zamierzasz stamtąd wyjść?!
Jak na zawołanie oderwałam się od blondyna i spoglądając w dół, nieco speszona podciągnęłam z powrotem sukienkę w górę, która zdążyła już odsłonić mój prawy sutek.
-Sekunda! – odkrzyknęłam i znów spojrzałam na chłopaka.
Niall uniósł kącik ust, przyglądając się dokładnie mojej twarzy, która wyglądała teraz jak burak.
-Jesteś taka słodka, kiedy się wstydzisz. – szepnął z rozbawieniem.
Prychnęłam w odpowiedzi, próbując zakryć się włosami i po chwili chłopak odstawił mnie na ziemię.
-Nie wie, że tu jesteś? – spytałam, a on tylko pokręcił przecząco głową.  – Więc jak tu niby wlazłeś?
Blondyn oparł się jedną ręką o lustro, tuż obok mojej głowy i nachylił się nad moim uchem.
-Jestem ninja. – wyszeptał.
Zaśmiałam się i mruknęłam tylko do niego, że zaraz wracam, po czym wyszłam z przymierzalni. Lisa i Margaret wciąż piszczały jak debilki, a moja siostra posłała mi karcące spojrzenie.
-Czemu jesteś cała czerwona? – przyglądnęła się dokładnie mojej twarzy, na co ja prawdopodobnie zburaczyłam się jeszcze bardziej.
-Co? –przyłożyłam dłonie do policzków- A, wiesz. Trochę tutaj gorąco. – odparłam nieskładnie, mając nadzieję, że w to uwierzy i zaczęłam się wachlować dłonią. Na szczęście machnęła tylko ręką i kazała mi dołączyć to moich dwóch kochanych… koleżanek?
Eleanor w końcu oderwała się od swojego telefonu i uśmiechnęła się szeroko, mówiąc, że wszystkie wyglądamy pięknie, ale gdy na mnie spojrzała wiedziałam, że ma na myśli „Co ty tu robisz? W ogóle tu nie pasujesz Close.” No bo nie pasowałam. Jak mówiłam, dziewczyny różniły się ode mnie praktycznie pod każdym względem, no ale mus to mus. Zgodziłam się, nie mogłam zawieść siostry.
-Chloe, przepraszam cię, ale muszę już iść. – powiedziała w końcu, podnosząc swoją torebkę z fotela, a po niej swój tyłek. – Spotkamy się jeszcze, obiecuję.
Na pożegnanie przytuliła mnie i pocałowała w policzek, po czym machając wszystkim na pożegnanie, beztrosko wyszła z salonu, zostawiając mnie tutaj samą.
Jezu Niall! Zapomniałam o nim.
-Yyym, Ann. Ja też się zbieram.
-Już?
-Tak, wiesz. Muszę się uczyć. – hahaha ja i nauka.
Spojrzała na mnie przez chwilę mrużąc oczy, ale w końcu pozwoliła mi odejść. Ruszyłam więc szybko w stronę przymierzalni i weszłam do środka, zastając Nialla, siedzącego na ziemi i zbyt zajętego mieszeniem mojego stanika, żeby zauważyć moją obecność. Przewróciłam teatralnie oczami, po czym odchrząknęłam, a on zerwał się z podłogi jak oparzony. Zaśmiałam się na widok jego reakcji, a on po chwili oddał mi część garderoby.
-Dziękuję. – powiedziałam rozbawiona i zaczęłam się przebierać, nic nie robiąc sobie z tego, że chłopak bacznie mnie obserwuje.
-To kiedy skończymy to co zaczęliśmy?
-W domu. – odparłam jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Serio? – otworzył szeroko oczy.
-Tak, a co?
-Pospiesz się, czekałem na to całe święta. – jęknął, a ja tylko się zaśmiałam.
Po chwili oddałam sukienkę jakiejś pracownicy salonu i widząc, że mojej siostry nie ma w pobliżu, machnęłam do Nialla, że może spokojnie wyjść z przebieralni. Sama zabrałam swoją kurtkę z wieszaka i zakładając czapkę na głowę, wyszłam z budynku. Automatycznie buchnęło we mnie zimne powietrze z zewnątrz. Z moich ust wydobył się kłębek dymu, włożyłam ręce do kieszeni kurtki i zrobiłam parę kroków do przodu. Nawet nie zdążyłam się odwrócić w oczekiwaniu na swojego chłopaka, gdy dostałam kulką ze śniegu w tyłu głowy. Stanęłam w miejscu, trochę zaskoczona, powtarzając sobie, że to całkiem normalne, że 20-letni facet wciąż zaczepia dziewczynę, waląc w nią śniegiem. Po chwili westchnęłam i kucnęłam, biorąc do rąk trochę śniegu i lepiąc z nich kulkę. Robiłam to bardzo wolno, specjalnie, żeby go wkurzyć. Po chwili znów dostałam śnieżką, tyle że w tyłek, na co w mgnieniu oka odwróciłam się przodem do blondyna i zamachnęłam się, rzucając kulką prosto w jego twarz. Chłopak znieruchomiał, widocznie zaskoczony moim refleksem, a ja uśmiechnęłam się do siebie z triumfem. Niall strzepnął z twarzy resztki śniegu, które nie zdążyły się rozpuścić.
-Doigrałaś się. – powiedział, po czym w przeciągu dwóch sekund podszedł do mnie, złapał w pasie i przerzucił sobie przez ramię jak worek ziemniaków.
Może Emma miała rację, mówiąc że jestem ziemniakiem.
-Puść mnie! – krzyknęłam ze śmiechem i zaczęłam bić go pięściami po plecach.
-Mam cię puścić? Dobra. – odparł, wzruszając ramionami i po chwili wylądowałam w ogromnej zaspie. Pisnęłam głośno, powtarzając, że go zabiję i próbowałam wydostać się ze śniegu, ale dość opornie mi to szło. Kiedy wreszcie się podniosłam, coś znowu przygniotło mnie do śniegu. Spojrzałam z mordem w oczach na leżącego na mnie Nialla, który uśmiechał się, jakby właśnie spełniło się jego największe marzenie.
-Złaź ze mnie!
-Nie. – odparł i musnął delikatnie moje usta.
-Niall!
Znów to zrobił.
-Jesteś ciężki!
I jeszcze raz.
-Jesteś gruby i mnie przygniatasz swoim tłuszczem!
Tym razem tylko zmarszczył brwi, patrząc z lekkim rozbawieniem na mnie.
-Przygniatam cię swoim tłuszczem? – powtórzył, powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem.
Zawahałam się.
-Cóż, w mojej głowie brzmiało to mniej idiotycznie. – odparłam, a on śmiejąc się, pocałował mnie jeszcze raz, po czym wstał i wyciągnął do mnie rękę, pomagając wydostać się z zaspy. Byłam cała przemoczona.
-To idziemy do mnie czy do ciebie? – zapytał.
-Do mnie. Mama pewnie już poszła do pracy, więc mam wolny dom.
-Okej. – złapał mnie za rękę i splótł nasze palce – Tylko szybko.
Zaśmiałam się tylko, przewracając oczami.


Pomachałam do Toma, który był zdecydowanie bardziej zadowolony, niż kiedy spotkałam go rano.
Na coś się jednak przydałam.
Pociągnęłam Nialla w stronę drzwi, po czym szybko otworzyłam je i weszłam do środka, rzucając klucze na półkę. Ściągnęłam przemoczoną kurtkę, szalik, rękawiczki i czapkę, po czym odwróciłam się do chłopaka, a ten jak na zawołanie objął mnie w talii i obrócił, przyciskając do ściany tuż obok drzwi wejściowych. Uśmiechnęłam się do niego tajemniczo i kładąc dłoń na jego karku, przyciągnęłam go do siebie, złączając nasze usta.  Już po chwili ścisnęłam w dłonie materiał jego koszulki i oderwałam się od ściany, pchając go w głąb domu.
-Idziemy na górę? – zapytał Niall między pocałunkami i znów uniósł mnie w górę, a ja oplotłam go nogami.
-Nie. Równie dobrze możemy tu.
No cóż, nie do końca miałam na myśli kuchenny stół, ale skoro już mnie na nim położył, to nie protestowałam. Przyciągnęłam go do siebie, ściągając jego koszulkę. Niall szybko zdjął ze mnie wszystkie ciuchy, a potem swoje, nawet nie przestając mnie całować. Zaczął jeździć dłońmi wzdłuż mojego ciała, powodując, że moje ciało wręcz błagało go o dłuższy dotyk. Nie bawiliśmy się w jakieś gry wstępne, można powiedzieć, że nawet robiliśmy wszystko tak szybko, jakby to był ostatni dzień w naszym życiu. Już po chwili we mnie wszedł, a ja krzyknęłam głośno, wyginając swoje ciało w łuk. Nie spodziewałam się tego. Zaczekał chwilę, aż przyzwyczaję się do tego uczucia, po czym zaczął poruszać biodrami. Automatycznie wbiłam paznokcie w jego plecy. Tak bardzo za nim tęskniłam. Z każdą sekundą chłopak przyspieszał coraz bardziej, a ja byłam coraz bliżej osiągnięcia szczytu. Jęczałam mu do ucha głośno, co nabuzowało go jeszcze bardziej i ścisnął dłońmi moje piersi. Swoimi ruchami doprowadzał mnie do szaleństwa. Byłam już blisko, on też, więc wystarczyło jeszcze kilka mocnych pchnięć i krzyknęłam głośno jego imię, czując jak rozkosz rozpływa się po moim ciele. Chłopak opadł na mnie i z uśmiechem się mi przyglądał.
-Niall. – szepnęłam.
-Wiem. Ja ciebie też. – odparł i pocałował mnie delikatnie w usta.
To był chyba najkrótszy seks w całym moim życiu.




Zapukałam do drzwi i tak jak myślałam, otwarła mi pani McCain. Emma nigdy nie otwierała drzwi. Nawet jak była sama, zawsze twierdziła, że jak ktoś coś będzie chciał, to sam sobie do niego wejdzie. Czyli z jej rozumowania wynikało, że gdyby jakiś włamywacz chciał sobie wziąć jej laptopa, to po prostu może sobie wejść i go zabrać.
Zarówno ona jak i jej mama zawsze mi mówiły, że mam się u nich czuć jak w domu, ale jakoś dziwnie czułabym się wchodząc do czyjegoś domu bez pozwolenia. Może to było spowodowane tym, że obawiałam się przyłapania mojej przyjaciółki z chłopakiem na gorącym uczynku.
Zresztą nieważne.
-Dzień dobry. – uśmiechnęłam się przyjaźnie do kobiety, stojącej w drzwiach.
-Och, witaj Chloe. – odpowiedziała i bez słowa wpuściła mnie do środka.
Weszłam do domu i ściągnęłam buty oraz kurtkę i pobiegłam na górę do pokoju przyjaciółki. Wlazłam do niego bez pozwolenia, ale na szczęście Emma tylko leżała na łóżku, z głową zwisającą w dół i machała rękami w powietrzu, jakby grała na perkusji. Miała słuchawki na uszach i nawet nie zauważyła mojej obecności, więc podeszłam bliżej i nachyliłam się nad jej głową z szerokim uśmiechem. Przyjaciółka podskoczyła przestraszona, zwalając słuchawki z uszu.
Zaśmiałam się.
-Jezu, Close. Przestraszyłaś mnie na śmierć. – przyłożyła dłoń do piersi.
Wzruszyłam ramionami i znów się uśmiechnęłam.
-No wiesz. Bywa. – odpowiedziałam i rzuciłam się na jej łóżko, kładąc się obok niej. – Więc co tam?
-Spoko w sumie. A u ciebie?
-Też.
-A właśnie, bo ty nic nie wiesz. Jadę na Bahamy z rodzicami za dwa tygodnie. – spojrzała na mnie uśmiechnięta.
Zrobiłam wielkie oczy.
-Jak to?
-Sama nie wiem, chyba stwierdzili, że mamy zbyt nudne życie.
-To świetnie! Ale czekaj, czyli nie będzie cię na ślubie mojej siostry?
Pokręciła przecząco głową.
-Co? – jęknęłam – Nie rób mi tego, nie wytrzymam sama z Lisą i Margaret.
Przyjaciółka zaśmiała się głośno.
-Daj spokój, nie są takie złe. Poza tym masz Nialla.
-Co nie zmienia faktu, że będę musiała z nimi spędzić ponad połowę dnia. One już uważają mnie za najlepszą przyjaciółkę, przecież to jest chore! – wyrzuciłam ręce w górę.
-Hahaha, są po prostu dość… Otwarte na nowe znajomości.
-Zachowują się jak dwie głupie siostry bliźniaczki. Do tego blondynki. – przewróciłam oczami.
-Niall ci pomoże, spokojnie.
Posłałam jej mordercze spojrzenie.
-Zdradziłaś mnie siostro. Nie bawimy się tak. – powiedziałam, udając, że się obraziłam, po czym sięgnęłam po poduszkę i walnęłam ją w twarz.
-Ej! – krzyknęła Emma i sama podniosła się, łapiąc do ręki drugą poduszkę i bijąc mnie nią gdzie popadnie. Tak zaczęła się wojna, która trwała do końca wieczoru i właściwie żadna z nas jej nie wygrała, bo obie w końcu rozerwałyśmy jedną poduszkę i pióra latały po całym pokoju.
Jak jakieś pieprzone bachory.




Wiem, że kiepskie i wszystko jest takie sielankowe. Napisałam na szybko, nawet nie sprawdziłam, bo nie mam po prostu czasu.
Dziękuję wam, że jesteście. Nawet nie wiecie, jak bardzo was kocham <3
@nialler_insane