wtorek, 1 października 2013

32



18.11.13



Dwa tygodnie minęły zadziwiająco szybko. Przyzwyczaiłam się już do swojego nowego miejsca zamieszkania, chociaż pobyt w nim ograniczałam tylko do spania. Mama starała się nie brać nocnych zmian w pracy, jeździłam z nią rano do centrum miasta, po szkole jadłam obiad u Emmy albo u Nialla. U któregoś z nich również spędzałam resztę dnia, a wieczorem wracałam z mamą do swojego przytulnego mieszkanka. Prawda była taka, że nienawidziłam wszystkiego w tym zasranym hotelu, jednak nie okazywałam tego tak bardzo, nie chcąc denerwować mamy, bo wiedziałam, że nic nie może na to poradzić. Ne mówiąc już o Niallu, któremu wolałam nawet o tym nie wspominać, bo ciągle nalegał, żebyśmy przeniosły się do niego.
Jeżeli chodzi o Emmę, jej plan powiódł się w stu procentach i rzeczywiście przespała się z Liamem. Oczywiście wszystko mi opowiedziała… nawet rzeczy, o których zdecydowanie nie chciałam wiedzieć. Cieszyłam się jej szczęściem, cieszyłam się, że jest z nim tak blisko, że jest odważniejsza ode mnie. Nawet z tego, że uprawia z nim seks regularnie co trzy dni.
Chociaż z tego może nie do końca.
No tak. Dzisiaj moje urodziny. Osiemnaste urodziny, które wyobrażałam sobie jako drugi najlepszy dzień w życiu, zaraz po swoim ślubie. Chciałam mieć dużą imprezę, czuć się wyjątkowa. Jednak w mojej obecnej, beznadziejniej sytuacji mogę liczyć jedynie na zdmuchnięcie świeczek z kupionego tortu w cukierni w towarzystwie okolicznych pająków i dziadka z recepcji. Super.
Lepiej być nie mogło, serio.
Leniwie podniosłam powieki, słysząc jak ktoś cicho woła moje imię. Ujrzałam swoją uśmiechniętą mamę, która pochylała się cierpliwie nade mną, czekając aż wstanę.
-Spełnienia marzeń, słonko. – szepnęła.
Uśmiechnęłam się do niej i podniosłam do pozycji siedzącej . No proszę, moja mama trzymała na rękach urodzinowy tort czekoladowy z cukierni. Tradycyjnie paliło się na nim osiemnaście świeczek.
-Przepraszam, że nie zrobiłam go własnoręcznie, ale tutaj niestety nie mam do tego warunków. - uśmiechnęła się blado.
-Nie ma sprawy mamo. Wygląda pysznie. - posłałam jej jeden z najszczerszych uśmiechów, na jaki mogłam się zdobyć.
Mama usiadła naprzeciwko mnie na łóżku i wysunęła tort w moją stronę.
-Pamiętaj o życzeniu. - szepnęła.
Zaśmiałam się i zamknęłam na chwilę oczy, marząc sobie o prawdziwym domu, z normalną łazienką, własnym pokojem, ogródkiem... Uśmiechnęłam się do siebie na samą myśl o tym i zdmuchnęłam wszystkie świeczki.
Oczywiście nie zjadłyśmy całego tortu, więc mama obiecała zawieźć resztę do Ann, a mnie odwiozła do szkoły. 

No cóż, dzień jak co dzień. Parę osób złożyło mi życzenia, bo widziały na facebooku, że mam dziś urodziny. Parę napalonych psychofanek 1D mnie przytulało, mówiąc że jestem szczęściarą, bo mam Nialla.
A jedna życzyła mi, żeby ze mną zerwał.
Milutko.
Jakoś nie czułam tych urodzin. Byłam dziwnie przybita i jak Niall zadzwonił, żebym wpadła do niego wieczorem, to nawet nie chciało mi się tam iść.
Po szkole Emma zaciągnęła mnie do swojego domu, po drodze strzelając monolog życzeń, w którym nawet wymieniła imiona moich przyszłych dzieci i kolor samochodu. Gdy tylko powiedziała "Życzę ci, żebyś wreszcie przespała się z Niallem", spojrzałam na nią z mordem w oczach, a ona zadowolona znów zaczęła opowiadać o tym, co ostatnio robiła ze swoim chłopakiem.
Siedziałam u niej prawie cały dzień, malowałyśmy sobie paznokcie i gadałyśmy o wszystkim i o niczym.
-Więc, co dzisiaj będziemy robić? - zapytała.
Wzruszyłam ramionami.
-Niall dzwonił, żebym do niego przyszła, więc pewnie pójdę.
Przyjaciółka zjechała mnie wzrokiem z góry na dół.
-W tym czymś? - skrzywiła się.
Spojrzałam na siebie. Miałam na sobie jasne jeansy i brzoskwiniowy sweterek.
-Przecież normalnie wyglądam. - przeniosłam na nią zdezorientowany wzrok.
-No właśnie. Masz wyglądać seksownie, a nie normalnie. - przewróciła oczami.
-Czyli?
-Sukienka.
-Nie mam przy sobie sukienki, geniuszu.
W tym momencie Emma położyła wielkie, białe pudełko na stole, który nas dzielił.
-Wszystkiego najlepszego. - uśmiechnęła się szeroko, na co zerknęłam podejrzliwie na pudło. Otworzyłam go i zrobiłam wielkie oczy. W środku leżała przepiękna sukienka <!>.
Spojrzałam na Emmę.
-Oszalałaś?
-Nie. Troszczę się o to, żebyś jakoś wyglądała.
Zaśmiałam się, kręcąc głową z dezaprobatą.
-Jesteś niemożliwa.
-Nie martw się, zrobię ci jeszcze włosy i makijaż. I założysz szpilki.
-Nie.
-Tak.
-Nie!
-Bez dyskusji, Close. Niech chłopak wie, że ma fajną laskę, a nie ziemniaka.
Przewróciłam teatralnie oczami.

Jakieś pół godziny później, mimo moich cominutowych protestów, stałam w tych nieszczęsnych, beżowych szpilkach, ślicznej sukience, z wyprostowanymi włosami, opadającymi swobodnie na moich ramionach i delikatnym, subtelnym makijażu. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze.
-No widzisz, jak chcesz, to potrafisz wyglądać jak człowiek.
Walnęłam ją lekko w ramię, śmiejąc się.
-Mogłabyś sobie odpuścić chociaż raz - wytknęłam do niej język.
-Nie. Idź już. - niemal wypchnęła mnie za drzwi. - A nie, czekaj!
Pobiegła gdzieś i po chwili wróciła z małym, kwadratowym opakowaniem. Zmrużyłam oczy i zanim się zorientowałam, przyjaciółka wepchnęła mi to do stanika.
-Co ty... To jest... O matko, Emma! - spojrzałam na nią skrzywiona i włożyłam sobie rękę do stanika, chcąc wyciągnąć to cholerstwo, ale ona wsadziła mi do ręki beżową kopertówkę, a do drugiej skórzaną kurtkę, po czym definitywnie wypchnęła mnie z domu.
-Baw się dobrze! - krzyknęła zadowolona i zamknęła mi drzwi przed nosem.
Wszystko trwało tak szybko, że dopiero po kilku minutach zorientowałam się, że stoję jak debilka przed domem i patrzę tępo na zamknięte drzwi. Ocknęłam się, czując chłodny powiew wiatru i szybko założyłam skórzaną kurtkę. Ruszyłam w stronę domu Nialla, do którego był spory kawałek drogi. Sięgnęłam do swojego stanika, gdy nikt nie patrzył i szybko wyciągnęłam z niego prezerwatywę, po czym wyrzuciłam ją na czyiś trawnik, śmiejąc się pod nosem.
Nie będzie mi potrzebna.

Było coraz zimniej, coraz ciemniej i nogi coraz częściej chwiały się na wysokich obcasach. Bez zastanowienia wsiadłam do pierwszego lepszego busa. Wysiadłam kilka przecznic od willi chłopaków i zadowolona ruszyłam w jej stronę. Standardowo przeszłam podwórkiem starego dziadka z wiatrówką, który znów pojawił się na werandzie, ale ku mojemu zdziwieniu wcale nią we mnie nie celował. Kiwnął tylko głową i uśmiechnął się przyjaźnie, na co ja posłałam mu dziwne, zdezorientowane spojrzenie. Przeszłam spokojnie przez ogrodzenie, obok basenu i weszłam przez drzwi tarasowe do salonu. Było jakoś tak cicho. I ciemno. Światło było zgaszone, Harry nie chodził w samych gaciach, zupełnie jakby nikogo nie było w domu. Przez chwilę poczułam się, jakbym się włamywała do czyjegoś domu. Weszłam głębiej salonu, słysząc tylko stukot swoich obcasów i własny oddech. Właśnie miałam postawić kolejny krok, gdy nagle światło się zapaliło, a wokół mnie zza wszystkich kanap, lamp, szafek, wyskoczyło co najmniej 50 osób. Podskoczyłam ze strachu
-NIESPODZIANKA! - krzyknęli wszyscy razem, a ja rozejrzałam się zdezorientowana wokół.
Właśnie miałam zawał serca.
Dopiero po chwili uśmiechnęłam się szeroko, widząc cały zespół, Emmę, parę osób z mojej klasy, ale tez całkiem obcych dla mnie ludzi.
No cóż, nie spodziewałam się tego. Myślałam raczej, że obejrzymy z Niallem film, trochę się poobmacujemy, a później wrócę z mamą do naszego kochanego hotelu. No cóż. Chyba będzie trochę inaczej.
Po chwili zabrzmiała muzyka i wszyscy zajęli się swoimi sprawami, tj. zaczęli tańczyć, albo rozmawiać w grupkach, popijając tajemniczą substancję z czerwonych kubków.
Podszedł do mnie Niall i przytulił mnie mocno do siebie.
-Wszystkiego najlepszego.
-Ale jak ty, co... - zaczęłam się jąkać, widząc Eda Sheerana, rozmawiającego z Harrym. - jak...
Zaśmiał się w odpowiedzi i nie pozwolił mi dokończyć, złączając nasz wargi w jedność. Oplotłam go rękami za szyją, szepcząc ciche "Dziękuję".
-Prezent dam ci później. - uśmiechnął się szeroko.
Przewróciłam oczami, a on ściągnął mi kurtkę i pochylił się nade mną.
-Wyglądasz ślicznie. - wyszeptał mi do ucha, czym wywołał ciarki na mojej skórze i wyminął mnie, by po chwili zniknąć w tłumie. Obejrzałam się za nim, ale już go nie widziałam, a gdy z powrotem odwróciłam głowę, przede mną stała uśmiechnięta szeroko przyjaciółka w czarnej sukience.
-Cześć. - powiedziała zadowolona.
Spojrzałam na nią podejrzliwie.
-O wszystkim wiedziałaś prawda?
-Tak - pokiwała głową.
-Jak to się stało, że znalazłaś się tutaj przede mną? - spojrzałam na nią zdziwiona, na co ona się zaśmiała.
-No widzisz, tak się złożyło, że Liam czekał w garażu jakieś 2 godziny, dlatego cię tak szybko wypchnęłam z domu, bo się wkurzał, no i chciałam zdążyć się jeszcze przebrać i dotrzeć tam przed tobą. Na szczęście nie było z tym wielkiego problemu, bo w tych butach za szybko nie szłaś, ziemniaczku.
-Emma!
Zaśmiała się głośno.
-Wybacz. Przynajmniej mój cel został osiągnięty. Niall dosłownie rozbierał ci wzrokiem. - rozejrzała sie -Zresztą podobnie, jak 80% pozostałych osobników płci męskiej.
Pokręciłam głową, śmiejąc się.
Emma ściszyła głos, przysuwając się bliżej mnie.
-Masz w staniku mój prezencik?
-Nie.
-Co?! - spojrzała na mnie zdziwiona.
-Wyrzuciłam go.
-Prezentów się nie wyrzuca. – burknęła.
-To była prezerwatywa Emma! - krzyknęłam, dopiero po chwili orientując się, że spora część osób mnie usłyszała. Rozejrzałam się niepewnie i zarumieniłam się.
-No i co z tego. Przyda ci się, jeżeli nie chcesz zajść w ciążę. - szepnęła przyjaciółka.
-Ugh. Nienawidzę cię.
Zaśmiała się.
-Obydwie wiemy, że mnie kochasz. - uśmiechnęła się szeroko, na co odwzajemniłam uśmiech.
-No dobra, ale wiedz, że... - nie dokończyłam, bo ktoś rzucił się na mnie od tyłu. Odwróciłam się i widząc wysoką brunetkę, uśmiechnęłam się szeroko.
-Eleanor! - krzyknęłam i mocno przytuliłam dziewczynę.
Ta odwzajemniła uścisk, śmiejąc się cicho.
-Wszystkiego najlepszego, skarbie! Przepraszam, że ostatnio nie miałam czasu, żeby się z tobą spotkać, ale wiesz jak to jest, studia itd. Ciężko mi znaleźć czas nawet dla swojego chłopaka, ale spokojnie, nadrobimy to - uśmiechnęła się szeroko.
Po chwili wszystkie trzy tańczyłyśmy wśród tłumu w salonie, co jakiś czas pijąc drinki. Cały czas ktoś chciał ze mną pić, nawet osoby których w ogóle nie znałam i nie miałam pojęcia co tu robią. Czasem piłam, czasem nie. Starałam się ograniczać, żeby się nie upić. Wtedy mogłabym zrobić coś głupiego.
Po chwili podeszła do nas pijana, wysoka blondynka i krzyknęła "Najlepszego Chloe!" po czym śmiejąc się z siebie odeszła dalej.
Zrobiłam wielkie oczy.
-Czy to była Cara Dela...
-Tak. - pokiwała głowa Eleanor.
-Jestem sławna! - krzyknęłam i zaczęłyśmy się śmiać. 

Po kolejnej godzinie tańca nogi bolały mnie potwornie, zarówno ze zmęczenia, jak i niewygodnych butów. Usiadłam na kanapie, jednak nie na długo, bo już po chwili podszedł do mnie mój seksowny chłopak, uśmiechając się szeroko. Pomógł mi wstać i byłam pewna, że po prostu chce ze mną zatańczyć, ale on stanął w miejscu i nachylił się nade mną, próbując przekrzyczeć muzykę.
-Pamiętasz, jak na pierwszej randce powiedziałem, że zapoznam cię z Justinem Bieberem?
Pokiwałam twierdząco głową, nie wiedząc o co mu chodzi, a on wyprostował się, po czym odsunął się lekko na bok, ukazując bruneta z idealnie ułożonymi włosami, schowanymi pod czapką, założoną daszkiem do tyłu, białym podkoszulku i czarnych wiszących spodniach. Przełknęłam ślinę, a chłopak uśmiechnął się do mnie, ukazując swoje śnieżnobiałe zęby.
-Justin, to jest Chloe. Chloe, to jest Justin. - powiedział Niall po czym tak po prostu się ulotnił, puszczając do mnie wcześniej oczko.
Odprowadziłam go wzrokiem całkowicie zdezorientowana obecną sytuacją i przystojnym mężczyzną stojącym przede mną.
Justin wyciągnął do mnie rękę, którą po chwili uścisnęłam.
-Siema.
Uśmiechnęłam się szeroko, słysząc jego głos.
-No cześć. - powiedziałam lekko drżącym głosem.
Zaśmiał się cicho, widząc jak się stresuję, a mi zrobiło się głupio.
-Zatańczymy? - uśmiechnął się do mnie przyjaźnie, po czym zanim zdążyłam odpowiedzieć, objął mnie ramieniem i poprowadził na parkiet.

-T,tt...Tta,ttańczy...łam z... - zaczęłam, łapią Emmę za ramiona i wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczami.
-Tak, Chloe. Tańczyłaś. Cała sala widziała. - odpowiedziała, śmiejąc się ze mnie i mojego obecnego stanu.
-O mój bbb, bboże. - złapałam się za głowę.
-Ale to przeżywasz. - zaśmiała się przyjaciółka, przewracając oczami.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo usłyszałam jak ktoś wrzasnął "Do wody!" , jak się okazało - był to Zayn. Po czym wybiegł z domu, po drodze ściągając koszulkę i wskoczył do basenu. Dziewczyny zaczęły piszczeć jak wariatki, a faceci poszli w ślady mulata i tak oto impreza przeniosła się na zewnątrz. Po chwili ponad połowa tłumu, który wcześniej był w salonie, teraz ściskała się w basenie, albo obok niego. Wyszłam na podwórko i przyglądnęłam się tym wszystkim ludziom, chichocząc pod nosem. Zgubiłam Emmę, Eleanor, Nialla. Nie widziałam nikogo znajomego, więc tylko stałam i przyglądałam się tym wszystkim narąbanym ludziom, aż podbiegł do mnie jakiś przemoczony chłopak, którego widziałam pierwszy raz w życiu.
-Hej, widziałaś może solenizantkę? Tą całą Chloe? Musimy koniecznie wrzucić ją do basenu! - krzyknął rozentuzjazmowany, a ja zrobiłam wielkie oczy.
-C, co? Nie, nie widziałam jej. Myślę, że jest w środku. - bąknęłam, wskazując palcem na drzwi od tarasu.
Chłopak od razu pobiegł w tamtą stronę, a ja zdecydowałam, że muszę jak najszybciej się stąd ulotnić, inaczej moja sukienka zostanie zdegradowana. Razem z włosami i makijażem.
Weszłam z powrotem do domu, szukając Nialla. Nie było to trudne, bo w środku zostało nie więcej niż 30 osób i to głównie par, które obściskiwały się po kątach. Zobaczyłam go i uśmiechnęłam się szeroko, po czym podeszłam bliżej chwiejnym krokiem.
Nie, nie dlatego, że byłam pijana.
Dlatego, że nie mogłam dłużej chodzić w tych butach.
Niall zaśmiał się, widząc jak idę i złapał mnie akurat w momencie, w którym straciłam równowagę, chroniąc mnie przed upadkiem.
-Oh, mój ty bohaterze. - przyłożyłam wewnętrzną stronę dłoni do swojego czoła, udając, że mdleję, na co chłopak się zaśmiał i postawił w pionie.
-Mam dla ciebie prezent. - spojrzał na mnie poważnie, po czym uklęknął jedną nogą na ziemi, wyciągając małe pudełko z kieszeni. Zrobiłam wielkie oczy i odruchowo się cofnęłam, patrząc na jego śmiertelnie poważną minę.
Oświadcza się? No bez jaj.
On jednak w pewnym momencie, kiedy już miał otwierać pudełko, parsknął i wybuchnął śmiechem. Spuścił głowę, wciąż się śmiejąc, a mój wyraz twarzy od razu złagodniał, zdając sobie sprawę z tego, że chłopak tylko robił sobie ze mnie jaja. Walnęłam blondyna w tył głowy, kręcąc głową z dezaprobatą.
-Ała! Za co to? - złapał się za głowę, wciąż się śmiejąc i spojrzał na mnie.
-Za twoje durne pomysły! - założyłam ręce na piersi naburmuszona.
-Żałuj, że nie widziałaś swojej miny - znów parsknął śmiechem, po czym powoli wstał i po chwili się uspokoił. - Dobra. Teraz serio, kotku. Wszystkiego najlepszego.
Wręczył mi czerwone pudełeczko. Wzięłam je do dłoni, po czym niepewnie otworzyłam, spodziewając się jakiejś drogiej biżuterii, chociaż sama nie wiem czemu. Moim oczom ukazał się jednak klucz.
Zwykły, złoty, błyszczący klucz.
Zmarszczyłam brwi.
-Co to?
-Klucz. - odparł, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na niego jak na debila.
-Dobra, do czego jest ten klucz?
-Do twojego nowego domu.
Zrobiłam wielkie oczy i rozchyliłam wargi, wpatrując się w niego tępo.
-Nie. - bąknęłam po chwili.
-Tak.
-Nie, nie przyjmę tego. - powiedziałam, po czym stanowczo zamknęłam pudełko i oddałam mu. On jednak nawet nie ruszył się z miejsca.
-Oczywiście, że przyjmiesz.
-Niall, weź ten klucz. - powiedziałam zniecierpliwiona.
-Nie zamierzam. Wasze rzeczy i tak są już tam przewiezione, więc nie masz wyjścia. Jak chcesz to sobie wracaj do tego pieprzonego hotelu. - powiedział obojętnie.
Przygryzłam dolną wargę. Na samą myśl o tym miejscu robiło mi się niedobrze no i przecież rano zdmuchując świeczki zażyczyłam sobie prawdziwego domu. Właśnie mogłam go mieć.
Przełknęłam ślinę, po czym cofnęłam dłoń razem z pudełkiem i przycisnęłam go do swojej klatki piersiowej.
-Dziękuję. - szepnęłam.
Niall uśmiechnął się czule i przyciągnął mnie do siebie, po czym mocno przytulił.
-Jedziemy go zobaczyć?
-Teraz?! - krzyknęłam, patrząc na niego.
-A czemu nie? Naprawdę chcesz tu zostać? - zaśmiał się, a ja od razu przypomniałam sobie chłopaka, który chciał mnie wrzucić do wody.
-Masz rację, jedźmy od razu. - odpowiedziałam szybko.

Stanęłam jak wryta. Otworzyłam szeroko usta, patrząc na budynek, znajdujący się przede mną. Dom był tak duży, że spokojnie zmieściłyby się w nim 3 rodziny. Z dużym podwórkiem, podjazdem. Był ogromny. Na środku było wielkie, dwudrzwiowe wejście, poprzedzone szerokimi schodkami. Złapałam Nialla mocno za rękę i stanęłam przed nimi. Wyciągnęłam klucz z pudełka i wsunęłam go do zamka. Przekręciłam delikatnie po czym wzięłam głęboki wdech i weszłam do środka. Moje serce zaczęło szybciej bić, gdy zobaczyłam ogromny hol w stonowanych kolorach. Po prawej było widać przejście do szaro, czarno białej kuchni, która była połączona z ogromnym, biało brązowym salonem ze stylowym telewizorem, wbudowanym w ścianę i kilkoma sofami. Na środku znajdowały się duże, szklane drzwi, najprawdopodobniej prowadzące na podwórko, ale nic nie widziałam, bo było strasznie ciemno. Natomiast po lewej stronie holu nie było niczego, oprócz wejścia do łazienki i wielkich, śmiesznie skręconych schodów, które wyglądały jak litera L. Szybko wyszłam po nich w górę i moim oczom ukazała się cała przeszklona ściana z widokiem na centrum Londynu. Wyglądało to przepięknie. Podeszłam do niej i spojrzałam w dół, na duże podwórko z podświetlanym basenem na środku. Wszystko wyglądało tak magicznie. Po lewej stronie znajdował się wbudowany w ciemno brązową ścianę kominek, w którym przyjemnie palił się ogień, a po prawej coś na kształt gabinetu. Na środku stały 3 prostokątne, białe sofy, a na środku stolik. Z góry było widać hol na parterze, więc całość znajdowała się na takim jakby wewnętrznym tarasie. Dopiero z boku było wejście w głąb domu. Skierowałam się w tamtą stroną i zobaczyłam cztery pary drzwi  korytarzu. Jak się okazało, były to dwie sypialnie, jedna znacznie większa od drugiej i jedna ściana również była w niej cała przeszklona, łazienka i pokój gościnny. Na wprost stały jeszcze małe schody na kolejne piętro, ale zrezygnowałam z dalszego zwiedzania.
Słysząc cichą, wolną muzykę, wróciłam do pokoju z przeszkloną ścianą i widokiem na Londyn jak zaczarowana. Stał tam Niall, uśmiechający się do mnie szeroko.
-Dziękuję. - wydusiłam z siebie szeptem.
-Nie ma za co, kochanie.  - powiedział i wyciągnął do mnie dłoń - Zatańczymy? Nie mieliśmy okazji na imprezie.
Uśmiechnęłam się do niego i podeszłam bliżej.
-A pozwolisz mi ściągnąć te cholerne buty? - zaśmiałam się.
Pokiwał twierdząco głową, więc ściągnęłam je szybko i rzuciłam gdzieś w bok.
Od razu lepiej.
Złapałam jego dłoń i przysunęłam się bliżej, a on przyciągnął mnie, przyciskając moje ciało do jego. Wolno kołysaliśmy się w rytm muzyki. Byłam tak blisko niego, wtulona w jego klatkę piersiową czułam, jak delikatnie podnosi się i opada z każdym oddechem. Był tak niesamowicie spokojny.
-Niall?
-Hmm?
-Kocham cię. - podniosłam wzrok, żeby spojrzeć mu w oczy.
Uśmiechnął się.
-Ja ciebie też. - szepnął, po czym pochylił się nade mną, i z ustami przy moim uchu dodał - Mówiłem już, że pięknie wyglądasz?
Zarumieniłam się delikatnie, słysząc jego słowa. Nie odpowiedziałam mu, tylko delikatnie pocałowałam go w usta, a on po chwili znacznie pogłębił ten pocałunek, wsuwając język do moich ust. Położyłam dłonie na jego torsie, ściskając lekko w dłoniach materiał jego koszuli, a Niall zaczął powoli iść w moją stronę, powodując, że zaczęłam się cofać. Po chwili zjechał swoimi dłońmi na moje pośladki, które nagle ścisnął, a z moich ust wydobył się cichy jęk. Czułam, jak się uśmiechnął z satysfakcją. Złapał mnie za uda i podniósł w górę, cały czas całując. Oplotłam go nogami w pasie, a dłonie zarzuciłam za jego ramiona. Z każdym jego ruchem, temperatura rosła w górę. Po chwili uderzyłam lekko plecami o ścianę, a Niall przycisnął mocniej swoje ciało do mojego. Przygryzłam jego dolną wargę i pociągnęłam za nią lekko w swoją stronę. Szybko sięgnął do zamka od mojej sukienki i jednym ruchem ją odpiął, przez co zsunęła się na wysokość bioder, a ja w tym czasie ściągnęłam jego koszulkę, rzucając ją gdzieś obok. Chłopak znów ścisnął moje pośladki i zaczął składać pojedyncze pocałunki na mojej szyi i obojczyku. Odchyliłam głowę do tyłu, mrucząc cicho. Sięgnął dłońmi do odpięcia mojego stanika, ale zawahał się i podniósł na mnie wzrok, jakby pytając o pozwolenie. Kiwnęłam lekko głową, uśmiechając się nieśmiało. Już po chwili mój stanik wylądował tam, gdzie koszulka Nialla. Blondyn zaczął schodzić ustami coraz niżej, po chwili delikatnie całując moją prawą pierś. Przygryzłam dolną wargę, powstrzymując się od jęku, gdy zaczął lekko ssać mój sutek. Wplotłam dłoń w jego włosy i pociągnęłam za nie lekko, kiedy on ręką ścisnął drugą pierś. Po chwili znów odnalazł moje wargi i wpił się w nie łapczywie, przyciskając moje ciało do jego. Odciągnął mnie od ściany i już po chwili opadłam na coś miękkiego, jak się okazało, łóżko. Zsunęłam do końca sukienkę, zostając w samych majtkach, a Niall pochylił się nade mną, znów złączając nasze usta. Jednym ruchem odpięłam jego rozporek, a on sam szybko pozbył się swoich spodni. Chwilę błądził dłońmi po moim ciele, wciąż mnie całując, delikatnie ocierając się biodrami o moje krocze, aż w końcu przejechał delikatnie dłonią po moim miejscu intymnym przez majtki, wywołując u mnie dreszcz podniecenia. Lekko wypięłam biodra w górę, jakby prosząc o kolejny jego dotyk. Uśmiechnął się do mnie, po czym zsunął koronkowe majtki z moich bioder. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że leżę przed nim całkowicie naga. Poczułam się niepewnie i spojrzałam mu w oczy, starając się wyczytać cokolwiek z jego wyrazu twarzy. Spojrzał na mnie i orientując się, że zaczynam się stresować, przysunął swoje usta do mojego ucha i wyszeptał cicho:
-Spokojnie, Chloe. Rozluźnij się. Jesteś piękna.
Przymknęłam oczy, biorąc głęboki oddech. Chłopak znów zaczął mnie całować, powoli wsuwając palec do mojego wnętrza. Moje ciało napięło się, a ja odchyliłam głowę do tyłu.
-Niall… - jęknęłam przeciągle.
-Shhh… Spokojnie. - uspokoił mnie chłopak, składając pojedyncze pocałunki na moim dekolcie. Starałam się brać głębsze oddechy, gdy powoli poruszał palcem, ale bezskutecznie. Po chwili go wyciągnął i podniósł się na chwilę. Obserwowałam, jak sięgnął do kieszeni swoich spodni i wyciągnął z nich małą paczuszkę, identyczną do tej, którą dostałam od Emmy parę godzin temu. Wrócił do swojej poprzedniej pozycji i ściągnął swoje opięte bokserki, rozrywając opakowanie. Szybkim ruchem założył prezerwatywę na swojego napiętego członka i znów pochylił się parę centymetrów nade mną. Spojrzał mi głęboko w oczy.
-Na pewno tego chcesz? – spytał poważnie.
-Tak. – pokiwałam głową, patrząc na niego trochę zawstydzona.
-Jeżeli nie chcesz, po prostu…
-Chcę tego, Niall. – odparłam poważnie, na co on uśmiechnął się do mnie czule i pocałował delikatnie w usta.
-Jak coś się będzie działo, mów. W każdej chwili mogę przestać. – wyszeptał troskliwie, po czym zaczął mnie całować, jednocześnie powoli wchodząc we mnie.
Krzyknęłam głośno, czując przeszywający ból w okolicach podbrzusza. Niall spojrzał na mnie z troską, wysuwając się z mojego wnętrza. Po chwili znów wszedł we mnie, a ja wydałam z siebie kolejny, głośny jęk, wyginając swoje ciało w łuk.
-Wszystko ok? – wyszeptał cicho, na co ja pokiwałam tylko głową, nie będąc w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Tym razem już się nie wysunął, tylko zaczął rytmicznie i powoli poruszać biodrami. Po chwili przyzwyczaiłam się do tego uczucia, wypięłam biodra w jego stronę, na co chłopak znacznie przyspieszył swoje ruchy. Oplotłam go nogami w pasie, a dłoń wsunęłam w jego zmierzwione włosy, lekko ciągnąc za ich końce. Blondyn schował twarz w zagłębieniu mojej szyi, pojękując cicho.
-Niall… - jęknęłam głośno do jego ucha, co nabuzowało go jeszcze bardziej.
Jego ruchy stały się bardziej stanowcze, a mój ból zastąpiła rosnąca przyjemność, nasilająca się z każdym kolejnym pchnięciem. Wydawałam z siebie coraz głośniejsze jęki, aż osiągnęłam maksimum. Mój wzrok nagle stał się nieobecny, zacisnęłam swoje ścianki wokół niego, aż przepłynęła przeze mnie fala spełnienia i z jękiem rozpływałam się wokół niego. Niall opadł na mnie i tkwiliśmy tak parę minut, próbując opanować swoje nierówne oddechy. Dopiero po chwili chłopak wyszedł ze mnie, wyrzucił zużytą prezerwatywę do kosza i znów nachylił się nade mną, całując czule moje usta.
-To było… - zaczęłam, nie mogąc wydusić z siebie nic więcej. Moje ciało wciąż drżało. Niall uśmiechnął się do mnie.
-Wiem. Jesteś cudowna. – wyszeptał, po czym położył się obok mnie i przytulił moje drżące ciało do siebie. Przykrył nas kołdrą i pocałował mnie delikatnie w czoło. Po krótkiej chwili oboje zasnęliśmy.


   
Niespodzianka?
Dodaję rozdział z urodzinami Chloe specjalnie w moje urodziny.
·         Musicie wiedzieć, że napisanie tego rozdziału było dla mnie prawdziwą męką. Szczególnie ostatnia scena.
·         Przepraszam, wiem, że wyszło mi to kiepsko. Ale proszę o wyrozumiałość. To mój pierwszy raz xd
·         A, i przepraszam za link do sukienki Chloe zamiast opisu. Stwierdziłam, że lepiej będzie wam sobie to wyobrazić.
JAK WAM SIĘ PODOBA NOWY WYGLĄD BLOGA? :D

sobota, 21 września 2013

31

Po prawej macie sondę, proszę odpowiedzcie na nią. Mam pomysł na nowe opowiadanie, najprawdopodobniej z innym, głównym bohaterem, ale mam też na drugą część tego, więc jak chcecie. Osobiście skłaniam się ku nowemu, ale decyzja należy do was.
Rozdział, cóż. Jeden z najgorszych. Nie mam weny. 
Jednak mimo wszystko miłego czytania :)
__________________________________


Podskoczyłam parę razy, próbując się wcisnąć w swoje ciasne spodnie, a Niall w tym czasie zbierał wszystkie nasze rzeczy. Wzięłam bluzkę i ruszyłam w głąb lasu w samym staniku, chociaż było cholernie zimno. W końcu była już końcówka października. Szliśmy bardzo szybko, zastanawiając się wspólnie o co chodziło mojej mamie. Dopiero po drodze założyłam koszulkę, która i tak była mokra, więc dla mnie nie miało to najmniejszego sensu, jednak Niall mnie wręcz do tego zmusił, mówiąc, że nie może się skupić.

Po chwili siedzieliśmy już w samochodzie przed moim domem, a ja zaczęłam się poważnie denerwować. Zerknęłam na drzwi wejściowe, a później z powrotem na swojego chłopaka.
-Może to nic poważnego… - zaczął Niall.
-Serio? Gdyby to nie było nic poważnego, nie zadzwoniłaby do mnie. – odparłam zdenerwowana.
-Chloe, spokojnie… - położył swoją dłoń na moim kolanie
-Muszę iść. Przepraszam, że tak wyszło. – powiedziałam cicho – Odezwę się potem.
-Na razie mała. – cmoknął mnie w usta i po chwili odjechał spod mojego domu.
Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. Spojrzałam na siebie. Nadal miałam na sobie męską koszulkę, ale przynajmniej nie była już tak mokra. W przeciwieństwie do moich włosów. Gdy tylko weszłam do salonu, stanęłam jak wryta. Zmrużyłam brwi, patrząc na mojego ojca, który stał naprzeciwko kanapy. Na niej siedziała moja mama ze zmartwioną miną i wyraźnie wkurzona Ann. Wszystko wyglądało na jedno wielkie przesłuchanie. W jednej chwili wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni, widząc jak wyglądam. Odwróciłam na chwilę głowę, by później znów spojrzeć na mamę pytającym wzrokiem. Ta tylko uśmiechnęła się do mnie smutno.
-Dlaczego jesteś cała mokra, Cassie? – zapytał szorstko mój ojciec.
Poważnie, Cassie?
-Jestem Chloe. – wysyczałam z zaciśniętymi zęby.
-Nieważne. Siadaj, mamy do pogadania – opowiedział nic sobie nie robiąc z tego, jak właśnie wymierzał mi cios prosto w serce.
Bez słowa, ale nieźle wkurzona usiadłam na kanapie pomiędzy swoją siostrą i mamą. Mężczyzna stojący przed nami klasnął w dłonie.
-No dobra. Chciałbym wam tylko powiedzieć, że dostałem pracę. Tutaj. W Londynie. W związku z tym, że dom należy do mnie, będę mieszkał tu. Macie 48 godzin na wyniesienie się stąd.
Zapanowała cisza.
Wpatrywałam się w człowieka przede mną w słupieniu. Otworzyłam szeroko oczy.
On żartuje, prawda? Musi żartować.
Przecież my nawet nie mamy gdzie iść, tutaj nie mamy żadnej rodziny. Jesteśmy zdane tylko na siebie. W głębi duszy wiedziałam jednak, że ojciec ma całkowite prawo dosłownie wyrzucić nas z domu. Gdy przysłał papiery rozwodowe mama była tak załamana, że nawet nie była w stanie przeczytać wszystkich warunków zawartych w umowie, tylko po prostu bezmyślnie to podpisała. Dopiero później dowiedziała się o pełnej własności domu mojego ojca.
Wiedziałam, że nie wytrzymam. Miałam łzy w oczach, ale zacisnęłam mocno pięści, a zęby wbiłam w dolną wargę, starając się je powstrzymać. Postanowiłam sobie, że nie zobaczy moich łez.
Byłam silna.
Byłam ponad to.
On nie mógł mnie zniszczyć.
Był dla mnie obcym człowiekiem. Kiedy się uspokoiłam, mój smutek i rozpacz zamienił się we wściekłość. Dopiero po kilku minach postanowiłam przerwać panującą ciszę.
-Oszalałeś?! –wstałam gwałtownie z siedzenia i spojrzałam mu prosto w oczy – Nie możesz tak po prostu pozbawić nas domu, zostawiając z niczym! Niby gdzie mamy żyć? Za co?
-Chloe… - zaczęła cicho Ann, ale spojrzałam na nią wściekle.
-Nie Ann! – przeniosłam wzrok z powrotem na ojca – Jesteś podłym człowiekiem. Nie wiem jak możesz taki być! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! Jesteś dla mnie obcym człowiekiem i mam nadzieję, że kiedyś życie kopnie cię w dupę tak mocno, że się już nigdy nie podniesiesz! – wykrzyczałam mu w twarz, a zaraz po tym rozległo się głośnie klaśnięcie. Sekundę potem trzymałam się za piekący, lewy policzek zaskoczona.
-Marcusie! – krzyknęła moja matka do mężczyzny, po czym wstała i wyprowadziła mnie z salonu, zostawiając ojca sam na sam z moją siostrą.
Byłam trochę oszołomiona. Kompletnie nie spodziewałam się tego, że własny ojciec uderzy mnie w twarz. Jeszcze nigdy żaden facet mnie nie uderzył. Nawet Josh tego nie zrobił, chociaż byłby do tego zdolny. Spodziewałabym się tego bardziej po nim, niż po tacie.
Po chwili poczułam coś zimnego na policzku, co automatycznie złagodziło piekący ból. Mama przykładała mi do niego zimną ściereczkę, uśmiechając się smutno.
-I co teraz zrobimy? – spojrzałam na nią zmartwiona.
-Nie mam pojęcia. – szepnęła.

Ann udało się wynegocjować u ojca miesiąc na wyniesienie wszystkich rzeczy, które będą nam potrzebne, włącznie z takimi, jak lodówka, czy telewizor. Moja siostra powiedziała, że zamieszka u swojego chłopaka, Briana, u którego ostatnio i tak spędza najwięcej czasu. Nam natomiast znalazła mały, obskurny, ale tani hotel na obrzeżach miasta. Chociaż nawet nie nazwałabym tego obrzeżami. Było to po prostu kompletne zadupie w szczerym polu.
Już kilka godzin po ostatniej rozmowie z ojcem zebrałyśmy wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy do walizek i wyniosłyśmy się stamtąd jak najszybciej.

Stałam przed hotelem, obawiając się tego, co jest w środku. Z zewnątrz wyglądał po prostu okropnie. Cały budynek przypominał zwykłą, dużą cegłę, postawioną pionowo. Na samej górze widniał neonowy, wielki napis „Red Hotel”, który świecił się jasnym, bladozielonym światłem. Litera H co chwilę migała niepokojąco. Kolor budynku może i faktycznie kiedyś był czerwony, ale teraz ilość kurzu spowodowała, że był szaro bordowy. Westchnęłam i razem z mamą weszłyśmy do środka, wtaczając za sobą nasze walizki. Jakiś dziadek za starą, drewnianą ladą siedział i czytał książkę. Gdy stanęłyśmy przed nim, niechętnie podniósł wzrok znad swojej lektury i bez słowa wręczył nam kluczyki do pokoju numer 16. Na windę oczywiście nie miałyśmy co liczyć, więc dopiero po jakiś 20 minutach udało nam się wtoczyć wszystkie walizki na 3 piętro. Szłyśmy wzdłuż całego, wąskiego i długiego korytarza, na którym światło również migało, powodując całkowitą ciemność na ułamki sekund. To było przerażające. Jak z jakiegoś horroru. Nie mam pojęcia jak uda mi się tutaj zasnąć. Pokój nr 16 był na samym końcu korytarza. Zerknęłam na mamę, po czym wzięłam głęboki oddech i przekręciłam klucz w drzwiach, wchodząc do środka. W pokoju cuchnęło papierosami i alkoholem. Zapaliłam światło i rozejrzałam się wokół. O dziwo było w miarę czysto, tylko wcześniejsi mieszkańcy zapomnieli wywietrzyć. Na środku stały dwa, małe łóżka. Pomiędzy nimi była szafka nocna z lampką. Po prawej stronie stał stół, z 2 krzesłami, a po lewej była tylko średnich rozmiarów szafa i regał. Pusto, szaro, ponuro. Nie wiem na jak długo miałyśmy tu zostać, ale zdecydowanie nie podobało mi się to miejsce. Jedynym plusem było to, że miałyśmy łazienkę w pokoju. Jednak nie byłam jeszcze gotowa, żeby do niej zajrzeć. Położyłam nasze walizki w kącie, a moja mama otworzyła okno na oścież.
Westchnęłam i usiadłam na łóżku, które niebezpiecznie zaskrzypiało pod moim ciężarem.
-Damy sobie radę, prawda? – zapytała moja mama, patrząc przez okno.
-Musimy. – odparłam cicho.
Po chwili mama wręczyła mi mój telefon i powiedziała, że koniec mojego szlabanu, szczególnie ze względu na okoliczności, bo za daleko stąd nie mogłam iść. Nie miałam prawa jazdy, nie było w pobliżu przystanku autobusowego, został nam tylko samochód mojej mamy.
-Chloe, nie chcę cię martwić, ale muszę iść do pracy na nocną zmianę.
Spojrzałam na nią robiąc wielkie oczy.
-Najlepiej będzie, jak zadzwonisz po Emmę, albo po swojego chłopaka.
Uśmiechnęłam się do siebie lekko, słysząc jak mówi o moim chłopaku.
-Emma raczej się tutaj nie dostanie, ale myślę, że Niall chętnie wpadnie.
-Dobrze. Wrócę rano kochanie. Jeżeli coś by się działo, to dzwoń. – uśmiechnęła się ciepło, pocałowała mnie w czoło i zabierając swoją torebkę, wyszła z pokoju.

Zapanowała taka potworna cisza, że naprawdę zaczynałam się bać wszystkiego, co było wokół. Na szczęście dopiero słońce zachodziło za horyzont, więc nie było aż tak źle. Ale zdecydowanie Niall powinien przyjechać tu, zanim całkowicie się ściemni.
Jak najszybciej zadzwoniłam do niego i wytłumaczyłam całą sytuację, starając się nie wybuchnąć płaczem. Pominęłam jednak fakt, że dostałam z liścia od własnego ojca. Było mi wstyd i miałam nadzieję, że Niall nigdy się o tym nie dowie. Poprosiłam go jeszcze, żeby przywiózł coś do jedzenia, po czym się rozłożyłam. Czekając na swojego chłopaka wypakowałam ciuchy do szafy, która o dziwo w środku była czysta, zadzwoniłam do Emmy i powiedziałam jej wszystko co się dzisiaj wydarzyło i poszłam do łazienki. Była niewielka, z małym prysznicem, do którego wolałam nie zaglądać przez zasłonę w rybki. Nie wiem czego, ale chyba bałam się, że w środku będzie jakiś trup. Stanęłam przed lustrem i z rozczarowaniem stwierdziłam, że mam napuchnięty i czerwony policzek. Próbowałam go jakoś zakryć pudrem, ale gdyby się bliżej przyjrzał, to na pewno by to zauważył. 
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi, więc wyszłam z łazienki i otworzyłam je. Widząc przed sobą chłopaka, uśmiechającego się szeroko i trzymającego w rękach pudełko z najlepszej pizzerii w mieście, rzuciłam się na niego i przytuliłam mocno. Nie widziałam go co prawda kilka godzin, ale przez ten czas wydarzyło się tyle, że wystarczy na co najmniej tydzień.
Po chwili siedzieliśmy na łóżku i rozmawialiśmy o całej tej sytuacji, jedząc pizzę. Światło w pokoju również niebezpiecznie migało. No kurwa, co jest z elektryką w tym hotelu?!
-Nie mogę zamieszkać u ciebie, Niall. Nie zostawię mamy. – westchnęłam.
-Twoja mama też może u nas zamieszkać, Close. Mamy duży dom.
-Nie. Zdecydowanie nie. Na razie zostajemy tutaj. Przecież nie jest aż tak źle. – powiedziałam i w tym samym momencie światło w pokoju całkowicie zgasło. Wydałam z siebie cichy pisk, a potem oboje zaczęliśmy się głośno śmiać. Było tak ciemno, że nie widziałam kompletnie nic. Odszukałam po omacku pudełko po pizzy i odsunęłam je na bok, po czym znalazłam Nialla, złapałam go za koszulkę i przyciągnęłam do siebie. Odszukałam jego usta i zaczęłam go całować. Już po chwili leżeliśmy na łóżku, całując się namiętnie. Ściągnął mi koszulkę i Delikatnie przejechał dłońmi wzdłuż mojego brzucha w górę, po czym delikatnie dotknął dłońmi moich piersi. Mruknęłam z zadowolenia, a on ścisnął je mocniej i w tej chwili zaświeciło się światło. Skrzywiłam się i mimowolnie zmrużyłam oczy, po czym przetoczyłam się na miejsce obok niego.
-Mam tu zostać na noc? – zapytał Niall.
-Tak.
-Twoja mama nie ma nic przeciwko?
-Sama to zaproponowała. – zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek. On również się zaśmiał, ale kiedy spojrzał na moją twarz z bliska, od razu uśmiech zszedł mu z twarzy. Na początku nie wiedziałam o co mu chodzi, a kiedy się zorientowałam i chciałam odwrócić głowę, ujął moją twarz w dłonie i podniósł się, żeby się lepiej przyjrzeć.
-Co ci się stało? – zapytał zdenerwowany.
-Nic – mruknęłam pod nosem i zaczęłam zakładać swoją koszulkę z powrotem, żeby odwrócić jego uwagę.
-Chloe, przecież widzę. – warknął. – Mów co się stało.
-Przewróciłam się i walnęłam policzkiem o kant łóżka.
-Nie kłam.
-Nie kłamię – jęknęłam.
-To czemu na mnie nie spojrzysz?
-Bo kłamię – szepnęłam.
Westchnął i pocałował mnie delikatnie w opuchnięty policzek.
-Więc co się stało?
-Ojciecmnieuderzył – powiedziałam szybko pod nosem tak, że nie był w stanie mnie zrozumieć.
-Co?
-Ojciec mnie uderzył. –powtórzyłam cicho.
Nastała cisza, przez chwilę słychać było tylko przejeżdżające samochody za oknem. Speszona odwróciłam od niego wzrok.
-Zabiję skurwiela. – wysyczał przez zęby i gwałtownie się podniósł, ale złapałam go za rękę.
-Nigdzie nie idziesz.
Zrobił wielkie oczy.
-No chyba nie sądzisz, że tak po prostu to zostawię?
Pokręciłam głową.
-Uspokój się. Nie musisz go od razu zabijać.
-Bronisz go?! – krzyknął.
-Nie.  – odpowiedziałam cicho. – Ale wolałabym, żebyś teraz tutaj został ze mną.
Spojrzałam mu w oczy smutnym wzrokiem, co spowodowało, ze jego wyraz twarzy również złagodniał. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował przeciągle.
-Za dwa tygodnie skończysz 18 lat i będziesz mogła wynająć jakieś swoje mieszkanie. Nie zostaniesz tutaj całą wieczność.
Pokiwałam głową.
-Wiem. Mam jeszcze trochę oszczędności, coś wymyślę i zapewnię mojej mamie normalny dom.
Uśmiechnął się w odpowiedzi i znów mnie pocałował.

Wzięłam swój ręcznik i piżamę, po czym skierowałam się do łazienki.
-Jakby ktoś pukał to nie otwieraj – zaśmiałam się i zniknęłam za drzwiami.
Położyłam swoje rzeczy na jakiejś małej półce i spojrzałam na mały prysznic, zasłonięty zasłoną w kolorowe rybki.
Nawiasem mówiąc, miały tak wytrzeszczone oczy, że wyglądały jak z jakiegoś horroru. Dodam je do listy rzeczy, których nienawidzę w tym miejscu.
Rozebrałam się, po czym delikatnie odsłoniłam zasłonę i pisnęłam głośno, odskakując od prysznica. W brodziku siedział sobie jakiś włochaty, obrzydliwy pająk wielkości pączka. Usłyszałam jak Niall wali w drzwi i krzyczy „co się stało” „otwórz drzwi”. Szybko owinęłam się ręcznikiem i otworzyłam drzwi, na co Niall się zamknął i przyjrzał mi się dokładnie od dołu do góry.
- No cześć. – uśmiechnął się szeroko.
Przewróciłam tylko oczami i wskazałam na prysznic. Chłopak podszedł do niego, przejeżdżając dłonią po swoich włosach i widząc pająka zaczął się śmiać.
-Serio się go boisz Close? – zaśmiał się.
Prychnęłam tylko w odpowiedzi i kazałam mu go wziąć. Nie zabił go, tylko wziął w jakiejś ścierce i wyrzucił przez okno. Potem spojrzał na mnie.
-To co, mogę zostać na dłużej? – zapytał, poruszając brwiami i oplótł mnie dłońmi w talii.
-Nie, wypad. – odpowiedziałam ze śmiechem.
-No proszę, kotku… - wymruczał i zaczął mnie całować po szyi.
Powstrzymałam jęk podniecenia i delikatnie odsunęłam go od siebie.
-Może następnym razem. – powiedziałam, śmiejąc się, na co on udał, że się obraził i prychając po nosem wyszedł z łazienki.
Po jakiś 10 minutach wyszłam z pomieszczenia w krótkich, dresowych spodenkach i bluzce na ramiączkach. Podeszłam do łóżka i położyłam się koło Nialla. Spojrzał na mnie z troską. Zmyłam puder i cały swój makijaż, więc idealnie było widać zaczerwieniony, opuchnięty policzek.
-Jesteś taka piękna.
Uśmiechnął się delikatnie, po czym pocałował delikatnie bolące miejsce i przytulił mnie do siebie. Wtuliłam się w jego ciepłą klatkę piersiową, a on przykrył nas kołdrą. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.